Press "Enter" to skip to content

Czego się napić? Może bubble tea?

Wybraliście się na spacer. Jest upalny dzień: w powietrzu
mieszanina smogu i duchoty. Po jakimś czasie, kiedy już powoli się odwodnicie,
zachciewa Wam się pić. Albo wręcz przeciwnie, przechadzacie się pekińskimi
uliczkami w mroźny wieczór i jedyne o czym marzycie to wypicie czegoś ciepłego.
W obydwu wypadkach ilość wyborów wydaje się być niezliczona: możecie kupić
sobie jakiś sok, koktajl (tak, podgrzewane też się zdarzają), kawę lub herbatę.
A może bubble tea? O tej ostatniej chciałbym dzisiaj wspomnieć. Bardzo możliwe,
że mieliście okazję posmakować jej w Polsce już wcześniej (albo raczej: spróbować
czegoś, co się właśnie tak nazywa), bo widziałem w dwóch gdańskich galeriach
handlowych lokale oferujące bubble tea.

 Bubble tea z dodatkiem tapioki i dwóch rodzajów puddingu
Jeśli jednak jeszcze nie zetknęliście się z tym napojem:
śpieszę z wyjaśnieniem, czym on jest. Na temat samego pochodzenia bubble tea krążą
dwie historie, obydwie jednak wskazują na lata ’80 ubiegłego wieku, na Tajwan.
Pierwszy wariant: podczas jednego z herbacianych spotkań w miejscowości
Taichung dodano do herbaty słodkich kulek. Sposób podania ponoć tak się
spodobał, że trafił do menu, a następnie stał się flagowym produktem firmy.
Druga historia mówi, że w innym lokalu, w innym mieście, użyto białych kulek
tapioki, która przypomina małe perełki (stąd też czasem bubble tea nazywa się pearl
tea, lub po chińsku 珍珠奶茶).
Menu: jak widać, wybór dość spory
W obu przypadkach jednak chodziło o kulki dodane do herbaty.
Potem zamieniono je na większą odmianę tapioki, mającą czarny kolor. Co do
innych składników: sama herbata może być dowolnego rodzaju, czasem za bazę
napoju może posłużyć nawet kawa (czy herbata zmieszana z kawą!). Do tego
oczywiście jest masa dodatków: puddingi, syropy owocowe, żelki, kulki smakowe
nie będące tapioką, czy nawet czerwona fasola (piłem, nic specjalnego).
Najpopularniejszym wariantem jest mimo wszystko herbata z mlekiem i kulkami
tapioki. Na gorąco lub z lodem.
 Jedno z „okienek” sprzedających bubble tea
Jednym z najpopularniejszych lokali w pobliżu mojego
uniwersytetu jest ten należący do sieci Coco. W odległości jakichś 200 metrów
są nawet dwa „okienka” tej firmy. I rzadko zdarza się, żeby było przy nich
pusto. Jest tanio, szybko i smacznie. Jeśli chodzi o rzeczy do picia na wynos,
to wśród studentów zagranicznych, bubble tea jest na pierwszym miejscu. Jeśli
będziecie mieli kiedyś okazję spróbować: serdecznie polecam, aczkolwiek polskie
ceny trochę odstraszają (najtańszy wariant w Gdańsku kosztował chyba 14zł, co
przy ~4zł w Chinach robi ogromną różnicę)… A co z tą tapioką? Kulki nie mają prawie smaku, a żuje się je jakby były żelkami.

Komentarze

One Comment

  1. […] Uliczne żarcie To chyba dość oczywiste, prawda? Ale wiecie co? Napiłbym się takiej Bubble Tea, zjadłbym szaszłyka z baraniny prosto z grilla, czy nawet mrożony jogurt, najpierw mrożony w […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline