Press "Enter" to skip to content

Czy fabryka wojskowa może być dziełem sztuki?

Skąd to pytanie? Ano stąd, że miejsce, o którym dzisiaj będę
mówił, znajduje się w miejscu starej wojskowej fabryki numer 798, która zaś
była częścią większego kompleksu z numerem 718. Samo miejsce nazywa się teraz 798艺术区, czyli w wolnym tłumaczeniu „Dzielnica kultury
798”. Szczerze mówiąc: słyszałem już o tym miejscu dużo wcześniej, ale za
każdym razem, gdy znajomi się tam wybierali, miałem już inne plany. W ten
weekend się udało, ale może od początku.

Historia kompleksu rozpoczyna się w latach ’50 ubiegłego wieku, kiedy to Związek Radziecki, wraz z
nowo powstałą Chińską Republiką Ludową, wdrożyć miały „Plan Socjalistycznej
Unifikacji” mający na celu umocnienie współpracy przemysłowo-militarnej
powyższych. Do 1951 roku wybudowano 156 fabryk, jako część Planu
Pięcioletniego. Jednakże, Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza nadal potrzebowała
nowoczesnych komponentów elektronicznych, które produkowane były tylko w dwóch
z nowopowstałych fabryk.

Rosjanie niezbyt chcieli pomóc Chińczykom i kazali im nawiązać współpracę z
Niemiecką Republiką Demokratyczną, skąd sami importowali większość elektroniki.
W końcu, w 1952 roku, Niemcy podjęli się zaprojektowania w Pekinie fabryki, nieformalnie
nazywanej Projektem #157. Samo to, że Niemcy zajęli się tworzeniem planów,
powodowało napięcia na linii niemiecko-rosyjskiej (Niemcy woleli styl bardziej
użytkowy, Rosjanie ozdobny). Wybiegając dalej w przyszłość: projekt miał zająć
500 tysięcy m2, z czego 370 tys. Przeznaczono na kwatery dla
robotników. Początkowy budżet (pokryty całkowicie przez stronę chińską) wyniósł
140 milionów Renminbi, co obecnie odpowiada około 77 milionom złotych.


Ostatecznie, nad projektem pracowało ponad 100
ekspertów niemieckich, a za dostarczanie potrzebnych materiałów, odpowiedzialne
były 22 niemieckie fabryki. Transport odbywał się przez Związek Radziecki, koleją
Transsyberyjską, a pomiędzy głównym dworcem kolejowym w Pekinie i Dongjiao
(miejscem docelowym), specjalnie wybudowano 15km torów.

Fabryka zaczęła działać w 1957r. pod nazwą
Fabryki 718 (kontynuując tradycję chińskiego rządu do nazywania fabryk liczbą
rozpoczynającą się cyfrą 7). Otwarcie było ponoć huczne i dostojne, pokazywało
wspaniałą współpracę komunistycznych Niemiec i Chin. W samej fabryce pracowało
10-20 tysięcy robotników, a kwatery robotnicze były najlepszymi kwaterami tego
rodzaju w Pekinie: pokoje były w pełni umeblowane i mogły w nich mieszkać całe
rodziny za mniej niż 1/30 pensji! Do tego, organizowane były różne zawody
sportowe, były nawet zakładowe drużyny w takich dyscyplinach jak siatkówka,
piłka nożna czy koszykówka. Dodatkowymi atrakcjami były niemieckie motocykle i
organizowane rajdy, czy pokazy kaskaderskie; orkiestra, która nie grała tylko
hymnów rewolucyjnych, ale także zachodnią muzykę klasyczną; kluby literackie i
bibliotekę wypełnioną chińskimi i zagranicznymi (niemieckimi) książkami. Na
terenie Fabryki 718 znajdował się też szpital Jiuxianqiao, wyposażony w niemiecki
sprzęt i oferujący najlepszą opiekę dentystyczną w całych Chinach. Fabryka
miała nawet rezerwę wojskową, której członkowie liczeni byli w setkach. Do
dyspozycji, rezerwa miała broń dużego kalibru a także broń przeciwlotniczą.
W Fabryce 718 produkowano wyposażenie militarne
i cywilne różnego rodzaju. Przykładem produkcji cywilnej było wyposażenie
akustyczne Stadionu Robotniczego, Wielkiej Hali Ludowej, a także głośniki na
Placu Niebiańskiego Spokoju. Sprzęt militarny eksportowany był do sojuszników
Chińskiej Republiki Ludowej, np. do Korei Północnej.

Po 10 latach, fabryka została podzielona na
mniejsze jednostki, w tym Fabrykę 798 (wygląda znajomo, prawda?). Po reformach
Denga Xiaopinga w latach ’80, fabryki pozbawione rządowego wsparcia, zaczęły
powolną drogę na dno, stały się po prostu przestarzałe. Do początku lat ’90,
większość fabryk zaprzestało produkcji.

W 1995 roku, Centralna Akademia Sztuk Pięknych przejęła
obiekt. Tymczasowe rozwiązanie okazało się dobrym pomysłem, a w roku 2000 szef
wydziału rzeźby przeniósł tam swoją siedzibę. W roku 2001, Teksańczyk Robert
Barnell przeniósł swoją księgarnię  Timezone 8 Art Books i oficynę wydawniczą. Po
nich dołączyli kolejni, a teren fabryki 798 stał się zagłębiem kulturalnym
Pekinu.*

Uf, mam nadzieję że nie zmęczyłem Was historią,
ale ciężko było mi to skrócić bez tracenia sensu, a całkowicie pobieżnie też
nie byłoby w porządku. Tak jak wspomniałem na początku: w sobotę udało mi się w
końcu ruszyć do 798. Jechaliśmy dość długo, najpierw metrem, potem autobusem, a
i tak musieliśmy spory kawał dojść, bo chyba źle wysiedliśmy. Nie wiem, kolega
Koreańczyk i Mila mieli prowadzić. Ostatecznie dotarliśmy na miejsce.

Samo wejście do strefy nie różni się wiele od
wejścia na zwykłe chińskie osiedla, nad „bramą” transparent z nazwą i tyle. Po
wejściu zaś, co chwilę napotkać można rzeźby, budynki zamalowane różnymi
graffiti, czy kolejne budynki, w których poukrywane są wystawy. Od razu
zaznaczę: w kwestiach artystycznych jestem całkowitym laikiem, a sama sztuka
współczesna (w którą obfituje 798) pozostaje dla mnie w większości
niezrozumiała. Ale czy to znaczy, że nie mogę zwiedzić kilku wystaw? Najwyżej
będę zawiedziony. Ważne, żeby prezentowała sobą więcej, niż linia na białym tle
czy niebieski kwadrat.

I tak, po samym wejściu do strefy, trafiliśmy
do miejsca z wystawą, której poszczególne eksponaty stworzone zostały z bardzo
dziwnie (czasem jednak bardzo ładnie) przetopionego metalu i innych materiałów.
Dziwaczne pajęczaki wydające się schodzić z sufitu wywarły na mnie dobre
wrażenie. Wiele z wystaw było niestety pozamykanych lub w ogóle ich już nie
było (mimo tabliczek mówiących o tym, że tam są). Weszliśmy do kilku budynków,
które były całkowicie puste (najlepsze, że trzeba było np. wejść na czwarte
piętro, bo przecież nikt nie powie wcześniej, że na górze nic nie ma). 

 Jeden z wielu ulicznych sprzedawców z 798. Tutaj: malowane palcami pejzaże.
W niektórych budynkach trafiliśmy w końcu na
eksponaty, których nie cierpię: krzesło przyklejone do ściany, niebieski
kwadrat w ramce i tak dalej. Na szczęście, było ich niewiele. W budynku
sygnowanym logiem Red Bulla bardzo spodobał mi się jeden obiekt: puste książki
zawieszone na ścianie, w stronę których skierowano małe wiatraczki mające za
zadanie poruszać stronami, a na same książki padała jeszcze projekcja
przesuwającego się tekstu. Zdjęcie niestety tego nie odda.

W samym pomieszczeniu zajętym przez Red Bulla
trafiłem na mężczyznę z dzieckiem, które mi się przyglądało. Po chwili tata
poprosił, żebym wziął małego na ręce i zrobił sobie z nim zdjęcie. Nie
oponowałem, bo jak mówiłem: jeżeli ktoś nie jest natrętny i podejdzie do tego z
uśmiechem, to i ja tak chętnie zrobię.

Rzeźby rozrzucone po całym 798 mają
najróżniejsze formy: są to słodkie misie, są motywy rewolucyjne czy wojenne.
Generalnie było tego bardzo dużo i trudno byłoby obfotografować wszystko. Do
tego, praktycznie co kilka kroków napotkać można jakieś kawiarnie czy
restauracje. Wiadomo, ceny są trochę z kosmosu, ale generalnie sama „Strefa
Sztuki” robi bardzo dobre wrażenie.

Po kilku godzinach takiego łażenia, w końcu
zrezygnowaliśmy i ruszyliśmy na autobus. Co tu więcej pisać: 798 nie jest
jakimś miejscem, które KONIECZNIE trzeba zobaczyć będąc w Pekinie, ale jeśli
ktoś lubi sztukę i dysponuje sporą ilością wolnego czasu, nie powinien się
zawieść. Szkoda tylko, że wystawa, o której wcześniej opowiadali mi znajomi,
była już niedostępna. Może ze względu na nieprzyzwoitość? Nie wiem, ale widok
Towarzysza Mao rodzącego smoka mógłby być ciekawy.

*Zarys historyczny za Wikipedią.

Komentarze

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline