Press "Enter" to skip to content

Wyprawa do wioski sprzed kilkuset lat – 爨底下

Dziś znowu powspominamy. Niedługą wycieczkę grupową do miejsca zwanego 爨底下 (Cuan dixia). Przyjrzyjcie się znakowi 爨, potem jeszcze o nim opowiem, bo moim zdaniem jest bardzo ciekawym przykładem geniuszu Chińczyków co do tworzenia nowych słów. Ale o tym później, najpierw krótka relacja.

Wycieczka

Tradycyjnie już, wyjechaliśmy spod szkoły. Tym razem była z nami tylko jedna nauczycielka: pani Smok (serio, jej nazwisko brzmi 龙 czyli Smok!), więc miała trochę do ogarniania, ale dała radę. Dojechaliśmy na miejsce, kupiliśmy bilety (dziwne, kupować bilety do wioski?) i mogliśmy iść zwiedzać.

Na ziemi było trochę śniegu: dla niektórych Indonezyjczyków był to pierwszy raz, kiedy w ogóle widzą śnieg na ziemi, a nie taki drobny, sypiący się z nieba i za chwilę topniejący. Chciałem urządzić małą bitwę na śnieżki, ale chyba trochę bali się zimna, a i śnieg nie do końca był czysty: smog dociera nawet w takie śliczne, odgrodzone górami miejsca.

Dlaczego właściwie tu przyjechaliśmy? Dostaliśmy kartki z zadaniami: mieliśmy przepytywać mieszkańców i rozwiązywać zadania, a na koniec wygłosić grupowe referaty z zebranych informacji. Nie udało nam się wykonać zadania (było prawie pusto!), ale sama wioska ma dość długą historię.

爨底下 zostało założone już w czasach dynastii Ming (a więc w okresie 1368–1644) przez przybyszów z prowincji 山西 (Shanxi, tej samej, w której znajdują się Pingyao i Taiyuan z ostatnich wpisów). Do teraz, nazwiskiem praktycznie każdego mieszkańca wioski jest nazwisko 韩 (Han). Legenda mówi, że pierwsze zabudowania powstały w północno-zachodniej części, ale podczas powodzi spowodowanej przez górski potok, przeżyło tylko dwoje ludzi, którzy potem się pobrali i mieli trójkę dzieci. Wszyscy mieszkańcy więc, są potomkami tej legendarnej pary. W czasach dynastii Qing wioska zajmowała się handlem węglem, futrami i zbożami. Teraz większość budynków, jeśli są używane, służy za hoteliki czy restauracje.

Co robi ten pan? Otóż przekłada miód z tej dużej beczki do plastikowej torebki. Dlaczego? Nie mam pojęcia… Ale dał nam nawet posmakować!
Dzieciaki rozkosznie się bawiły nazywając się dinozaurami… Ale potem powiedziały mi, że się mnie trochę boją.

Niby mieliśmy jakiegoś przewodnika, ale we cztery osoby uznaliśmy, że fajniej będzie powchodzić do poniektórych zabudowań, żeby zobaczyć co robią mieszkańcy. Niestety, obecnie w 爨底下, według Baidu, mieszkają tylko 93 osoby (a samych dziedzińców aż 74!), więc jest tu troszkę pustawo. Ale gdzieniegdzie natrafialiśmy na ciekawe scenki rodzajowe, które widzicie na zdjęciach. Prawda, że ciekawe?

Dzieciaki były ciekawe: kiedy widzieliśmy je po raz pierwszy, radośnie się bawiły. Spytały nawet, jaki mam chiński znak zodiaku. Powiedziałem, że jestem kozą. Słysząc to, jeden z nich powiedział: „Ja Ci pokażę gdzie są kozy!” po czym wybiegł z dziedzińca i poprowadził nas do miejsca, w którym dwóch mężczyzn obrabiało kozę. Po chwili nie wiedziałem, czy dzieciak mi groził, czy nie było w tym żadnego podtekstu… Na koniec dodał jeszcze „piłem kiedyś krew kozy!”. Wtedy zrobiło się już nieswojo!

Po jakimś czasie odkryliśmy, że dotarliśmy do końca wioski: dalej były już tylko dzikie góry, które aż się prosiły, żeby iść i się powspinać, ale trzeba było znaleźć naszą grupę. Okazało się, że nadal są na początku wsi, tyle że wspięli się wyżej, do malutkiej świątyni. Dobre piętnaście minut zajęło nam znalezienie drogi do nich (szliśmy przez ruiny), ale bez problemu się udało. Na górze oczywiście czekała na nas standardowa procedura robienia zdjęć z wycieczek (było dużo Koreańczyków, oni to lubią) i zejście na dół, na obiad.

Posadzono nas w trzech izbach po trzech różnych stronach jednego dziedzińca. Jedzenie nie było zbyt smaczne: jadłem właściwie tylko prażone orzeszki ziemne, do tego słabo się czułem. Po obiedzie mieliśmy się zbierać. Szybko minęło, wróciliśmy chyba koło trzynastej. Ale warto było jechać autobusem te dwie godziny: widoki były prześliczne.

Jak widać, kult Mao nadal obecny wśród Chińczyków!

O co więc chodzi z tym znakiem?

Spójrzcie na znak w powiększeniu: 爨 . Nic Wam to nie mówi, prawda? Spójrzcie teraz na obrazek, który znalazłem przyklejony na jednym z domów gdzieś w 爨底下.

Jaśniej? Od samego dołu mamy ogień 火, następnie znak 大, który normalnie znaczy „duży”, ale tutaj może robić za zwęglone już drewno (tylko w ramach uproszczenia, można też powiedzieć, że chodzi o DUŻY ogień), następnie mamy znak 林 czyli las. Składnikami znaku 林 są dwa znaki 木 czyli dwa drzewa! Ostatnia część to 興 (można tłumaczyć np. jako „zaczynać”, „wznosić”), która w grafice robi za dwoje ludzi stojących przy… piecu! No właśnie, samo znaczenie całego znaku 爨 to piec. Mamy więc duży ogień spalający drewno, co powoduje wydzielanie się ciepła!

Powiedzcie, że nie ma w tym sensu, nie ma w tym logiki! Zwłaszcza, jak rozbierze się znak na części pierwsze i zaserwuje obrazek, który to ładnie obrazuje. Takich znaków jest sporo, a ja lubię czytać o genezie danego obrazka, bądź też sam próbuję sobie to wyjaśnić. Myślę, że sporo osób znających japoński, chiński czy nawet koreański (gdzie CZASEM używa się jeszcze chińskich znaków) przyzna mi rację.

Samą nazwę wioski, można dosłownie przetłumaczyć jako „Pod piecem”.

No, mam nadzieję, że Was nie zanudziłem tym sinologicznym gadaniem!

PS: Dzisiejszy wpis jest moim 50-tym wpisem na blogu. Dodatkowo, kilka dni temu przekroczyłem 20 tysięcy odsłon. Czy to dużo? Myślę, że niemało, jak na tak mały i skromnie prowadzony blog, ale zawsze mogłem bardziej się postarać. I jeśli wystarczy mi sił, to mam nadzieję, że kolejne pięćdziesiąt wpisów uda się ogarnąć szybciej, i że będą lepszej jakości. I będą miały więcej odbiorców. Tego sobie, i Wam, życzę z okazji tego małego jubileuszu. Dzięki, że jesteście ze mną: niektórzy od początku, niektórzy od niedawna, nieważne. Cieszę się, że Was mam!

Do usłyszenia!

Zarys historyczny pisałem, posiłkując się Wikipedią i Baidu.

Komentarze

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline