Press "Enter" to skip to content

Egzaminy na CYU

Witam Was ponownie po tym długim i ciężkim tygodniu.

Tak jak wspominałem (albo i nie),  ubiegły tydzień upłynął pod znakiem egzaminów śródsemestralnych (期中考试). Jak zawsze, były trzy: słuchanie (听力), mówienie (口语) i coś co można nazwać pisaniem i gramatyką (综合). We wtorek mieliśmy pierwszy z nich. Nagrania i testy przygotowują sami nauczyciele, bo szefostwo uznało, że nagrania testowe z egzaminów HSK (egzamin językowy z chińskiego) są trochę za wolne. Nie mam z tym żadnego problemu: im szybciej mówią, tym lepiej, bo coraz bliższe to normalnej rozmowie na ulicy. Jest tylko jedna sprawa: jakość nagrań. Jako, że nauczyciele przygotowują je sami w biurze, to wiadomo: słychać całe otoczenie. I tak, czasem ktoś w tle gada, czasem ktoś głośno przełyka, a czasem sam lektor ma coś w ustach (albo przynajmniej takie sprawia wrażenie. No nic, trzeba z tym żyć.
Po egzaminie wyszedłem zły do tego stopnia, że miałem ochotę coś rozwalić. Po jakimś czasie jednak mi przeszło i uznałem, że czas wziąć się za powtarzanie do kolejnych, bo nie mogę zawalić wszystkich trzech. I tak, w środę mieliśmy zajęcia, potem przerwę obiadową i znowu zajęcia. Po zajęciach zaś wcale nie wracałem do akademika. Siedziałem do bitej 21-wszej starając się uczyć (z małą przerwą na pierogi na kolację o 18). Wpadła znajoma Koreanka, wpadło jeszcze dwóch znajomych i nie do końca byłem zadowolony ze swoich postępów, ale skoro przygotowywałem się do ustnego, a gadaliśmy tylko po chińsku… Cóż, albo nauka słówek albo żywa rozmowa, nie? Ostatecznie w domu nie miałem już na nic siły, obejrzałem tylko serial i poszedłem spać.
Ustny podobny do poprzedniego: dostajemy zestaw pytań, mamy chwilę na przygotowanie się, kiedy ktoś przed nami odpowiada i potem przychodzi nasza kolej. Zadania są cztery (trochę przypomina to maturę z języka obcego): przeczytać zdania; odpowiadać na pytania nauczyciela dotyczące różnych kwestii; opisać obrazek; opisać krótko zadany temat. Wylosowałem raczej bezproblemowy zestaw:  obrazek był dość prosty: dwóch facetów i kelnerka w restauracji. Ostatnie pytanie trochę mnie przeraziło, bo brzmiało mniej więcej „zwyczaje panujące w Twoim kraju, kiedy idzie się w gości”. Bo w czytance było, że Chińczykom można przynieść prezent, że można nazywać ich „wujku” lub „ciociu” i tak dalej. Ciężko mi było coś wymyślić ale ostatecznie dałem radę. Nauczycielka powiedziała, że widzi sporą poprawę w porównaniu z poprzednim razem, więc wyszedłem zadowolony. W ogóle miła sprawa: w środę wieczorem napisała mi na WeChacie żebym się nie przejmował i powiedziała na co mam szczególnie zwrócić uwagę, bo uważa że to jest moim największym problemem. I obiecała mi pomóc po 01.05 (Święto Pracy) w końcu się z tym uporać. Potem znowu spędziłem wieczór w klasie.
No i piątek: z samego rana dostaliśmy egzamin pisemny. Właściwie to wydawał mi się dość prosty i zrobiłem go dość szybko. Nie znam nadal wyników, ale pytałem nauczycielkę jak poszło: powiedziała, że dobrze i że lepiej niż ostatnio (jaka to super sprawa, że one od razu po skończeniu pisania przez nas, zaczynają to sprawdzać), więc jestem zadowolony. Reszta dnia upłynęła dość leniwie: praktycznie nic nie zrobiłem, zamulałem tylko w pokoju i oglądałem seriale. Ale nic to, czasem trzeba też odpocząć, nie?
W sobotę wiedziałem tylko jedynie, że o 19-tej jest uczelniany konkurs piosenki obcojęzycznej. Przed tym czasem J. postanowiła jeszcze mnie wyciągnąć na spacer do parku, z którego zdjęcia ozdabiają dzisiejszy wpis. Byłem już w nim wcześniej, to ten park bambusowy. Ale wcześniej nie narobiłem tam tylu zdjęć. I chyba mogę powiedzieć, że póki co, to jest to mój ulubiony park. Jest dużo wody, dużo zieleni (te bambusy!) i nie aż tak znowu dużo ludzi. W sam raz na sobotni spacer. Do tego Chińczycy, tak jak pisałem w poprzedniej notce, uwielbiają sport. Wszędzie widać ludzi starających się coś robić: a to pani tańcząca z wachlarzem, a to emeryci ćwiczący przy różnych przyrządach. Do tego uwielbiają też śpiewać, więc gdzieniegdzie słychać różne piosenki. Nie przejmują się tym, że mogą fałszować, czy że ktoś inny ich słyszy. Nie ma z tym żadnego problemu.
Po jakimś czasie uznaliśmy, że czas wracać na uczelnię zobaczyć ten konkurs: w końcu jedna z naszych Polek miała śpiewać na otwarciu. Zjedliśmy tylko szybką kolację i weszliśmy po schodach stołówki na czwarte piętro. Tam jakiś duży event: siadamy i czekamy. Okazało się, że był to jakiś wieczór dziwnych zmagań sportowych (widzieliśmy tylko przeciąganie liny) i uznaliśmy, że chyba pomyliliśmy piętra. Tak było. Wyżej weszliśmy już po samym występie M., w trakcie śpiewania pierwszej kandydatki. Zdarza się. Zdjęć nie mam, bo nie dało rady zrobić: mój aparat bez flesza wariuje i wychodzą tak porozmazywane, że szkoda gadać.
O samym poziomie konkursu: nie było raczej nikogo, kto by mnie zaskoczył swoim głosem. Okej, jeden Chińczyk, którego kiedyś poznałem w stołówce: uznał, że porwie się na „Show Must Go On” z repertuaru zespołu Queen. I powiem szczerze, że… chyba nawet ja tak nie potrafię wyć. Po tych trzech minutach „śpiewania”, wszyscy obecni na sali byli wręcz wyczerpani. Od śmiania się. Ten występ zapowiadał dobrą zabawę, ale niestety, nikt już nie powtórzył takiej farsy i wszyscy śpiewali raczej dość przeciętnie. Było „Hey Jude”, było „Lemon Tree”, było nawet „Love Me Tender” Presleya! Jedyne co mnie zaskoczyło to zadziwiająco dobra wymowa chińskich studentów. Zawsze mówi się, że Azjaci sobie nie radzą z angielskim, a tutaj po prostu byłem miło zaskoczony.
A wieczór znowu leniwy: siedzieliśmy i zamulaliśmy z resztą Polaków na korytarzu. Po jakimś czasie wpadli Indonezyjczycy i Koreańczycy z pistoletami na wodę. Dostałem jeden, dość mały i urządziliśmy sobie w korytarzu małą wojenkę. Kurde, znowu poczułem się jak dzieciak w poniedziałek wielkanocny. Miłe uczucie, brakowało mi tego, bo od kilku lat nie kultywowałem naszej polskiej tradycji: a to za zimno, a to kolokwia na uczelni… A przecież nie trzeba nawet wychodzić na ulicę.
A dziś… no cóż, spotkałem się z M., wypiłem sobie Bubble Tea (czyli herbatę z mlekiem i kulkami tapioki), posiedzieliśmy przy 民族大学, czyli jednym z wielu innych innych uniwersytetów w pobliżu mojego. I tyle.
Trzymajcie się!

Komentarze

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline