Press "Enter" to skip to content

Jak to jest z zamawianiem rzeczy kurierem?

Postanowiłem dzisiaj opisać sposób dostarczania przesyłek (przynajmniej do akademików) przez chińskie firmy kurierskie. Dla przypomnienia: w Polsce zamawiamy paczkę, zazwyczaj na drugi lub trzeci dzień kurier dzwoni, że już jedzie, będzie za kilkanaście minut, ew. pyta kiedy może nas zastać. Po chwili mamy zamówiony przedmiot (czy inną przesyłkę) w domu.

W Pekinie wygląda to „trochę” inaczej, ale do rzeczy. Wyobraźcie sobie proszę, że zamawiacie paczkę z takiego amazonu. Logika podpowiada, że wszystko powinno wyglądać tak jak u nas, wszak na ulicach widzi się pełno samochodów/pojazdów sygnowanych logami firm kurierskich. Ale tak podpowiada logika europejska.

W Pekinie zamawiacie paczkę, po jakimś czasie dostajecie SMS-a, że jest gotowa do odbioru w takim a takim miejscu. Czemu kurier nie podrzuci tego do akademika? Po wycieczce na miejsce wszystko staje się jasne: paczki są po prostu wyrzucone (czasem nawet ładnie i równo poukładane) na ziemię. Podchodzimy do pana i podajemy mu swoje imię i nazwisko*, a on szuka naszej paczki.

Zjawisko jest dość powszechne i wygląda zabawnie, kiedy mija się pełno skuterów z przyczepkami, wokół których wyrzucone jest przynajmniej po kilkanaście paczek. Z resztą, sami zobaczcie to na zdjęciach.

 

 

Trochę przerażająco, ale zarazem zabawnie, wyglądają też paczki, które leżą na dachu takiego automobilu bez jakiegokolwiek prawie zabezpieczenia (nie są przywiązane, a od wypadnięcia broni ich malutka barierka). Spotykam się z tym od czasu do czasu i niesamowicie mnie to śmieszy. Jak będę miał okazję to cyknę zdjęcie.

Tymczasem zabieram się chyba do nauki, trzeba nadrobić to, z czym leniłem się przez cały tydzień. Trzymajcie się!

*Najlepiej
chińskie, ale to nie problem, bo Chińczycy bardzo się starają, żeby
każdy człowiek dostał imię, które będą mogli zrozumieć.
Na sinologii
dostaliśmy już swoje imiona pierwszego dnia, jestem 柯玮 – „Ke Wei” i nie
jest to dosłowne tłumaczenie „Kask Dawid”, żeby nie było wątpliwości. Z imionami w Chinach w ogóle jest ciekawie, bo nazwisk mają ponoć tylko koło czterystu (na półtora miliarda Chińczyków!). Za to imiona mogą wymyślać, dając swoim dzieciom śliczne miana będące jakąś dobrą wróżbą i tak dalej. Nazwisk z reguły się nie tłumaczy (mimo, że każde, będąc normalnym słowem, ma swoje znaczenie), za to imiona właśnie mają nieść za sobą jakiś przekaz.

I tak mojego nazwiska „Ke (柯)” się nie tłumaczy, a imię znaczy tyle co „czerwonawy jadeit (taki rodzaj kamienia, który normalnie jest koloru zielonkawego)”, a co za tym idzie „rzadki, kosztowny”.

Standardowo jeszcze, chińskie imiona składają się z dwóch znaków, ale występują też, tak jak w moim wypadku, imiona jednosylabowe. Ilość znaków pozwala na prawie nieskończoną ilość kombinacji więc ciężko znaleźć kogoś o tym samym imieniu.

Komentarze

2 komentarze

  1. Eliza
    Eliza 2014-03-15

    Powiem Ci, że super sprawa z tymi imionami! Też bym chciała mieć takie unikatowe imię o jakimś głębszym znaczeniu :) Dzięki temu unikamy miliona Ann, Kaś, Wiktorii… Nie ma czegoś takiego jak "moda na imię"… piękne…

  2. Danuta Gastołek
    Danuta Gastołek 2014-03-15

    Mnie też się to podoba :)
    Też chciałabym mieć na imię np. Światło Księżyca albo Cięty Język ;)
    Dzięki Ke Wei za ciekawe relacje. Czytam i czekam na następne! Twój blog udostępniłam na facebooku :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline