Press "Enter" to skip to content

Czy język chiński jest trudny?

Pytanie, które słyszę chyba najczęściej, zaraz po „powiedz coś po chińsku!” (i wierzcie mi, nie cierpię go. Bo czym jest „coś”?) jest „Czy język chiński jest trudny?”. Chciałbym poruszyć dzisiaj ten temat. Trochę się z nim wstrzymywałem, bo ciągle uznawałem, że mój poziom nie jest wystarczająco wysoki, żeby mówić o trudności. Jednakże, po trzech latach nauki, a obecnie studiując jedynie z Chińczykami i mając wykłady tylko po chińsku, chyba jestem w stanie dorzucić swoje trzy grosze. Piszę tutaj oczywiście o standardowym języku chińskim, czyli mandaryńskim, będącym lingua franca w Państwie Środka.

208309133090566823

Jest piekielnie trudny i nieosiągalny, czy tylko trudny?

Określenie poziomu trudności języka zawsze przychodzi mi z trudem. Uczyłem się (i mówię w nich lepiej lub gorzej, ale na pewno „komunikatywnie”) czterech języków obcych, więc mam na sprawę jakiś ogląd. Dla jednego francuska gramatyka może być nie do przeskoczenia, dla innego znów niemożliwym do pojęcia będzie nauczenie się cyrylicy w rosyjskim (tak, wiem to z osobistych doświadczeń, do teraz jej nie umiem). Ważne jest też, jaki jest nasz język ojczysty, bo przecież wiadomo, że Hiszpanowi nauka włoskiego przyjdzie z dużo większą łatwością niż Rosjaninowi. Poza osobistymi uwarunkowaniami, trzeba zwrócić uwagę na to, że nauka języków obcych nigdy nie przychodzi bez poświęcenia jej czasu i pracy.

Z chińskim jest identycznie. Należy dodać do tego te piekielne „znaczki”, tajemnicze „tony” i setki, jak nie tysiące dialektów. I mamy obraz trudności języka. Jednakże nie do końca – nie należy zapominać, że w dalekim Kitaju gramatyka (rozumiana poprzez koniugację i deklinację, czyli odmiana przez osoby, a także przez przypadki) po prostu nie istnieje, więc chociaż w tym język jest prostszy od naszego rodzimego.

Problem #1 – znaki

Zapewne kiedy usłyszycie hasło „język chiński”, pierwsze nasuwające się Wam skojarzenie to chińskie znaki. I prawidłowo, bo to przecież jedna z najbardziej wyróżniających ten język cech. Jeden znak to literka, czy słowo? Każdy znak chiński ma swoje znaczenie, najczęściej nawet kilka. Są więc słowa składające się z jednego znaku, ale także składające się z kilku. Pierwsze znaki jakie powstały, przedstawiały z grubsza wygląd tego, co oznaczały. W ten sposób 山 oznacza górę, 火 ogień, a 川 rzekę. Oczywiście, w trakcie ewolucji pisma, znaki się zmieniały i często nie przypominają już tego, co opisują (bo jak skojarzyć 鱼 z rybą?). Łącząc dwa znaki, można otrzymać słowo o nowym znaczeniu (podaję tu proste i logiczne przykłady). 飞 (latać) i 机 (maszyna) to… latająca maszyna, czyli samolot. 电脑 to elektryczny mózg, czyli komputer. Panda jest kotowatym misiem (熊 – niedźwiedź, 猫 – kot).

Co z pisaniem? Czy też umiem? Umiem i nie umiem jednocześnie. Nie jest tak, że każdy pojedynczy znak to całkowicie nowy krzak do nauczenia. Wiele z nich składa się z poszczególnych komponentów, będących innymi, prostszymi znakami. I tak czasem dwa znaki łączą się w jeden, dla innego znaczenia: 禾 (jakieś zboże, najczęściej ryż, chociaż znak jest już praktycznie tylko używany jako komponent dla innych) + 火 (ogień) = 秋 (jesień). Jeśli więc opanuje się jakąś pulę znaków, to potem składanie i nauka kolejnych jest dużo prostsza, bo po prostu zapamiętuje się kolejne znaki, a nie kreski. Oczywiście, jest sporo znaków, które różnią się tylko dwiema czy trzema kreskami, ale jest to do nauczenia się.

Problemem jest to, że znaków jest na tyle dużo, a na dodatek wiele z nich ma ten sam dźwięk (znaków, które mają wiele czytań jest zdecydowanie mniej), że często zdarza mi się zachodzić w głowę „który ze znaków mam napisać?”. Do tego, niećwiczone znaki bardzo szybko są wypierane przez mózg i bez odpowiedniego powtórzenia, ciężko jest pisać je z pamięci. Ale nie martwię się tym, bo nawet Azjaci (czy to Chińczycy, czy Japończycy, którzy także korzystają z pewnej puli znaków chińskich) bardzo często mają z tym problem. Często łapię się na tym, że potrafię wszystko przeczytać i zrozumieć, ale jeśli mam coś napisać z pamięci, to nie idzie tak gładko.

Kolejna trudność polega na tym, że patrzycie na znak, wiecie, co znaczy, wiecie jak go zapisać. Ale nie wiecie jak się go wymawia! Oczywiście, w miarę nauki okazuje się, że część z nich czyta się podobnie do któregoś z komponentów, z których się składa, ale nie zawsze okazuje się to prawdą.

Ile tak naprawdę jest tych znaków? Tego chyba tak naprawdę nikt nie wie. Mówi się, że wszystkich znaków chińskich jest około 50 000. Tak, pięćdziesiąt TYSIĘCY. Ale nie, nie wszystkie są oczywiście używane. Współcześnie ponad 95% prasy i popularnych pisarzy korzysta z 5–6 tysięcy najpopularniejszych znaków. I tyle wystarczy w zupełności do życia codziennego. Nawet dużo mniej, bo nie sądzę, bym znał ich aż tyle, a książki jestem w stanie z grubsza zrozumieć, a i konwersacje nie są raczej żadnym problemem.

Aha, w latach ’50. ubiegłego wieku w ChRL nastąpiła reforma systemu piśmienniczego, co spowodowało uproszczenie sporej ilości znaków (niektórych całkowicie bezsensownie, ale to raczej inna bajka), w celu walki z analfabetyzmem. Przez to w Chinach kontynentalnych pisze się systemem uproszczonym, a na Tajwanie, w Hong Kongu, czy w różnych Chinatown na świecie, systemem tradycyjnym. Jakiej skali są to uproszczenia? Bardzo różnie, podam kilka przykładów. Najpierw znak tradycyjny, potem uproszczony: 龍 -> 龙 (smok); 馬 -> 马 (koń); 漢 -> 汉 (dynastia Han).

Jaki jest najtrudniejszy znak? Jest to znak biang będący nazwą makaronu z prowincji Shaanxi. Nie, nie umiem go napisać. Głównie ze względu na to, że nie chce mi się zapamiętywać kolejności komponentów, które oczywiście znam. Z resztą, większość Chińczyków, a nawet windowsowe czcionki nie znają tego znaku.

a2a443e2607528614fc64855694a46ce

Problem#2 – tony

Czym są tony, o których często słyszy się w nawiązaniu do chińskiego? Wyobraźcie sobie, że jedno słowo, weźmy najbardziej książkowy przykład, ma, może być czytane na cztery różne sposoby. I w zależności od tego jak to przeczytacie, wypowiecie zupełnie inne słowa (a co za tym idzie, zapiszecie to innymi znakami). I tak ma, w zależności od tonu, zapisać można: 妈 (mā; mama); 麻 (má; konopie); 马 (mă; koń); 骂 (mà; przeklinać, ochrzaniać kogoś); 吗 (ma; partykuła pytająca, takie nasze „czy”, tylko stawiane na końcu pytania. Ton zerowy to w rzeczywistości brak tonu).

Jak brzmią tony? Poniżej macie filmik na Youtube:

I tak, na początku może wydawać się to nie do pojęcia, albo wręcz przeciwnie, dość proste. Spróbujcie sami ( i dajcie znać w komentarzu)! Dla mnie zawsze najtrudniejszy był ton trzeci. Właściwie, to można powiedzieć, że nauczyłem się go porządnie wymawiać dopiero w maju, po trzech miesiącach w Chinach, a więc po grubo ponad pół roku nauki! Ponoć ludzie ze słuchem muzycznym dużo lepiej radzą sobie z tonami, chociaż w moim mniemaniu różnie z tym bywa. Wiem jedno: ja słuchu muzycznego nie mam w ogóle, a z tonami radzę sobie całkiem nieźle (i nie jest to moja opinia, tylko znajomych). Niemniej, nauczenie się tonów zajmuje trochę czasu i wierzcie mi, w całych zdaniach, czy nawet słowach, nie są one tak wyraźne, jak w nagraniu.

Nieznajomość tonów prowadzi do zabawnych wpadek. Kiedyś chciałem powiedzieć do znajomej „misiu”. Niestety, nie pamiętałem, w jakim tonie powinienem powiedzieć słowo „niedźwiedź” (bo miś to przecież mały niedźwiedź, nie?), więc wypaliłem: xiăo xiōng (小胸). Dziewczyna popatrzyła na mnie ze smutkiem i spytała czemu tak mówię. Odparłem, że „bo przecież jesteś takim małym misiem”. Była jeszcze smutniejsza. Kiedy powiedziałem po angielsku o co mi chodzi, wyjaśniła mi, że nie powiedziałem do niej „misiu” tylko…  „mały cycku”. Tak, jeden głupi ton może zmienić znaczenie aż do tego stopnia. A wtedy nie ma już odwrotu. Oczywiście, jeśli kontekst jest dość jasny, to nie ma problemu, co bystrzejszy Chińczyk zrozumie, ale bez kontekstu jest to problem nie do przeskoczenia.

Inna historyjka wydarzyła się podczas ostatniego wyjazdu. Schodzę na dół, do właścicieli hotelu i pytam nĭmen yŏu bèizi ma (你们有被子吗)? Chciałem poprosić o kubki. Za pięć minut gospodyni puka do drzwi z ogromną, ciepłą kołdrą. Zamiast w pierwszym tonie, 杯子 (kubek), wypaliłem, całkowicie nieświadomie 被子 (kołdra).

Tak, na tony trzeba straszliwie uważać, bo można kogoś obrazić albo być zrozumianym całkowicie na opak i dostać w łeb. Mimo, że są one czasem upierdliwe i na początku wydają się barierą wręcz nie do przeskoczenia (bo co zrobić, jak się tych tonów przez pierwszy miesiąc po prostu NIE SŁYSZY?), to potem okazują się kolejną rzeczą, którą można pokonać przy odpowiednim wysiłku. Z moich obserwacji wynika, że najgorzej z tonami radzą sobie Rosjanie (chociaż Polacy też często mają z tym spore problemy), a najlepiej chyba Tajowie, albo Koreańczycy. Ale to tylko z tych nacji, które słyszałem sporo na zajęciach.

Może słyszeliście, może nie. Ktoś napisał kiedyś wiersz o poecie Shi, który jadał lwy. Posłuchajcie – jest to autentyczny wiersz, który składa się tylko z sylaby shi w różnych tonach:

Oczywiście jest on niezrozumiały nawet dla Chińczyka, jeśli nie ma przed oczami tekstu.

Problem #3 – mnogość dialektów

To jest prawdziwy problem. Wyobraźcie sobie, że w Chinach macie kilkaset dialektów. Teoretycznie, jadąc w jedno miejsce i ucząc się mowy autochtonów, powinno nie być problemu, ale przecież duże miasta przyciągają ludzi z zewnątrz – zwłaszcza Pekin czy Szanghaj. Można tu usłyszeć najróżniejsze dialekty i języki chińskie, czasem inne do tego stopnia, że nie jesteście w stanie wyłapać nawet jednego słowa. Ale nie martwcie się: Chińczycy też nie. Dialekty różnią się od siebie na tyle, że osoby nimi władające nie są w stanie zrozumieć się nawzajem w mowie.

Dlatego ustanowiono coś takiego jak putonghua, czyli język wspólnymandaryński. Teoretycznie wszyscy powinni umieć się nim posługiwać… w praktyce, Chińczycy czasem mówią w putonghua gorzej niż obcokrajowcy, właśnie ze względu na znajomość własnego dialektu. I tego nie jesteśmy w stanie przeskoczyć. Dlatego też, na przykład w telewizji, większość programów, teledysków i tak dalej, ma napisy. Żeby każdy mógł zrozumieć, bo znaki są dla każdego takie same, mimo że czyta się je inaczej.

No dobrze, to co w chińskim jest łatwe?

Mówiłem, że język chiński jest trudny i łatwy jednocześnie, ale ciągle ględzę o trudnościach i problemach. To czy jest w nim coś łatwego dla przeciętnego Polaka? Moim zdaniem jest.

Łatwość #1 – Fonetyka

Pierwszą z takich łatwości są głoski. Dzięki temu, że w języku polskim mamy wszystkie dź, ć,  ś, dż, ż i tak dalej, bez większych problemów możemy przyswoić chińską fonetykę. Oczywiście, są różnice, bo dż, cz, sz  w języku chińskim nie brzmią zupełnie tak samo jak te nasze, a problem „Chińskie r  wymawiamy jak polskie r  czy ż?” pozostaje nierozwiązany. Z dużym jednak powodzeniem jesteśmy w stanie nauczyć się chińskiej fonetyki. Jedynym problemem może być ü, czyli niemiecki umlaut czy francuskie u ścieśnione.

Łatwość #2 – Gramatyka

Co jest jeszcze proste? Ano to, że jeśli macie chińskie słowo samochód (车, chē), to zawsze będzie brzmiało ono chē i będziecie je tak zapisywać. Przypadki bowiem w języku chińskim nie istnieją. Ba, praktycznie nie istnieje w nim liczba mnoga.

To samo z czasownikami, które nie mają żadnych denerwujących końcówek koniugacyjnych które trzeba wkuwać na pamięć (koszmar francuskiego i wkuwania Bescherelle)! Jeśli chcecie powiedzieć „to jest mój samochód”, to w rzeczywistości mówicie „To + być + ja + partykuła tworząca dopełnienie + samochód”.

Co więcej, w chińskim nie istnieją praktycznie czasy! Pamiętacie mnogość tychże w angielskim czy we francuskim albo hiszpańskim? Tu macie dwa. Przyszło-teraźniejszy i przeszły, które i tak niewiele się od siebie różnią. Chcecie powiedzieć, że jutro rano idziecie do szkoły? „Jutro + rano + ja + iść + szkoła”. Wczoraj rano poszedłem do szkoły? ”Wczoraj + rano + ja +iść + partykuła 了 tworząca czas przeszły + szkoła”. Prawda, że proste?

Wiadomo, brak skomplikowanej gramatyki język chiński rekompensuje sobie tym, że ważna w zdaniu jest kolejność  poszczególnych wyrazów, ale nie jest to jakoś szczególnie trudne i każdy jest to w stanie opanować. Należy tylko pamiętać poszczególne konstrukcje.

Czy nadal stanowi dla mnie trudność?

Oczywiście, nadal mam z językiem problemy. Nie zapominam też, że nigdy nie będę mówił i czytał tak dobrze jak rodowity Chińczyk. Ale mogę próbować! Im dalej w las, tym więcej drzew: czytając teksty starochińskie, czy nawet książki o wydźwięku bardziej artystycznym, mam ogromne problemy. Do tego stopnia, że mogę znać znaki, a prawie nic nie rozumiem. Ale tak to już jest. Będzie lepiej!

Mam nadzieję, że rozjaśniłem trochę jak to jest z mandaryńskim, a może nawet zachęciłem kogoś, by temat zgłębić. Wierzcie mi: nauka języków może być często świetną zabawą! Tymczasem się z Wami ciepło żegnam i do następnego razu! Jeśli macie jakiekolwiek pytania, zadawajcie je tu pod wpisem, bądź też na Facebooku.

Komentarze

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline