Press "Enter" to skip to content

Kto powiedział, że w akademiku mogą mieszkać tylko ludzie?

Na początku listopada (dni 5-11.11.2014), odbywa się szczyt APEC, czyli po naszemu Wspólnoty
Gospodarczej Azji i Pacyfiku. Nic by to dla nas nie znaczyło, bo mimo że szkoła
politykę ma w nazwie, to do studentów zagranicznych nic raczej nie dociera. Ale
dzięki temu szczytowi, dla „zapewnienia bezpieczeństwa”, większość szkół (jak
nie wszystkie!) w Pekinie, robi wolne.

Okazja dobra: może nie na zwiedzanie samego Pekinu, bo skoro
wszyscy mają wolne, to ludzi pewnie też będzie sporo, ale na wyjazd poza
granice miasta. Akurat będzie niecały miesiąc po święcie narodowym, kiedy to
wszyscy Chińczycy ruszyli na dalsze wyprawy. A teraz tylko Pekin ma wolne, więc
jest szansa, że ludzi będzie mniej.

Szkoła już przekonsultowała z biurem podróży i mamy do
wyboru trzy miejsca, w które możemy pojechać. Datong, Pingyao i Tai’an.
Wszystkie wydają się dość ciekawe. I chyba zrobię tak, że ze szkołą pojadę do
Pingyao, bo za 550元 mam noc w hotelu i podróż ekspresem. Do Datongu zaś
pojedziemy z Polakami na własną rękę, bo bilety są dość tanie, a nocleg też nie
powinien być ogromnie drogi. Na Tai’an chyba nie wystarczy mi pieniędzy, ale
jest to najdroższe miejsce (700元), a zarazem najmniej mnie
interesujące. A Wy gdzie radzilibyście mi jechać?


Co więcej? Na zajęciach nudy, dzisiaj nauczycielka nagadała
mi, że piszę jak kura pazurem. Tak jakby to była jakaś nowość dla mnie: od
małego bazgrzę tak, że rzadko sam siebie potrafię rozczytać. No, ale to są
CHIŃSKIE ZNAKI i mam pisać ładnie. Jak, skoro nawet jak się staram, po prostu
nie potrafię?! Do tego wykładowcy wymyślili sobie, że dadzą nam dodatkowe prace
domowe. I tak ja np. dostałem oglądanie programu typu Teleexpres. W celu
ogarnięcia lepszego słownictwa i ćwiczenia słuchania. Właściwie niegłupie, ale
dopiero jak wygrzebię się z prac pisemnych, które są obligatoryjne.

Mówiłem już, że nasze akademiki potrafią czasem zadziwić
niejednego? I tak właśnie, dzisiaj dostaję od dziewczyn wiadomość: przyjdź do
nas do pokoju, mamy nieproszonego gościa. NIETOPERZA. Jak wlazł? Nikt nie ma
pojęcia: na oknie jest niezdejmowana moskitiera, innych wejść nie ma. Zostaje
spora krata wentylacyjna pod oknem, przez którą zimą nawiewa ciepłe powietrze.
Był maleńki, więc możliwe, że faktycznie dostał się w ten sposób.

Jeszcze tylko sesja na blacie w portierni i można uciekać.

Weszliśmy do pokoju. Ja i kumpel z Indonezji. Dziewczyny z
jednej strony żartowały, ale z drugiej widać było niemały strach w ich oczach.
Zwłaszcza u M, za której łóżkiem znajdował się ten mały ssak. Okazało się, że
wlazł pod plecak, pewnie, żeby skryć się w ciemnościach. Po cyknięciu kilku
fotek, pobiegłem do portierni, spytać panią co zrobić. Na portierni mamy dwie
nastolatki i jedną starszą panią. Pracują zmianowo. Dziś wieczór wypadł jednej
z tych młodych. Jak powiedzieliśmy, że w pokoju na trzecim piętrze jest
nietoperz, to zamiast udzielić nam jakiejkolwiek wskazówki, wykrzyknęła: „GDZIE,
ZAPROWADŹCIE MNIE, NIGDY NIE WIDZIAŁAM, CHCĘ ZOBACZYĆ!”.

Weszliśmy na górę, pani mówi „Przecież to mysz!”. Jasne,
mysz. Ze skrzydłami. Dobre sobie. Po chwili Gun (Indonezyjczyk) wziął ręcznik,
delikatnie przykrył malca i zaczęliśmy go znosić na dół. Na dole portierka
uparła się jeszcze, że musi zrobić zdjęcie, bo przecież wcześniej nie wzięła
telefonu. Po sesyjce, postanowiliśmy go wypuścić. Pierwsza próba latania nie
poszła zbyt dobrze: przeleciał 3 metry tuż nad ziemią i znowu wylądował. Potem
zaniosłem go troszkę wyżej, na głaz przed akademikiem. Uczepił się ręcznika i
nie chciał zejść, ale po chwili już ładnie trzymał się kamienia, a kilka sekund
później wzbił się do lotu i odleciał.

 
A tu chwilę przed zejściem na bardziej stałe podłoże. Czas pożegnań. 

Taka tam mała przygoda, codzienne życie w akademiku. W
Gdańsku grasują dziki, tutaj mamy nietoperze. A czasem widać Chińczyków
wyprowadzających wiewiórki na smyczy. Normalka.

Komentarze

2 komentarze

  1. Anonimowy
    Anonimowy 2014-10-14

    a już miałem nadzieję na jakiegoś Chińczyka z nosem na czole….

  2. Anonimowy
    Anonimowy 2014-10-14

    makro fotki trzeba było mu porobić :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline