Press "Enter" to skip to content

Małe tęsknoty, krótkie tęsknoty

Od powrotu minął już ponad miesiąc. I powiem Wam, że tęsknię. Bardzo tęsknię za Chinami. Pewnie wiele osób mogłoby pomyśleć: „za czym tam tęsknić? Smog, kupa ludzi, do tego brud i zupełnie inna kultura.”. Ale myślę, że każdy, kto choć raz odwiedził ten kraj- na krótko czy na długo, przyzna mi rację, że za niektórymi rzeczami z tej krótkiej listy, da się tęsknić. Nie jest to pewnie ostatni wpis w takim stylu: zobaczymy. A teraz lista. Kolejność mocno przypadkowa.

1. Bycie gwiazdą
Cóż, zapewne wiele razy słyszeliście, bądź czytaliście u mnie, że biały człowiek w Chinach często uchodzi za pewny rodzaj półboga. Niedoścignionego wzoru, kogoś, kogo warto mieć na wspólnej fotografii. Tak jak już wspominałem: po trzech miesiącach wszystko to robi się męczące, ale znowu zaczynam tęsknić za tymi ciekawskimi spojrzeniami w autobusach.

Może i jestem trochę pusty, ale lubię, kiedy ktoś podchodzi do mnie ze szczerym uśmiechem i pyta „c-can I have a… a photo w-with you?”. Niektórzy tego nie lubili od samego początku: mnie bardzo bawiły sytuacje, kiedy dostawałem na ręce dziecko, żeby mieć wspólne zdjęcie; kiedy ludzie ukradkiem, w tłumie robili mi zdjęcie, czy po prostu, kiedy w autobusie, dziewczynka spojrzała na mnie, potem na mamę, wytknęła mnie palcem i powiedziała „mamo, zobacz, obcokrajowiec!”. Nie miałem tego w żadnym innym kraju. I brakuje mi tego trochę.

2. 没名儿生煎 (meimingr shengjian), czyli smażone… nie wiem właściwie jak to nazwać.
Mówią, że to pierogi, ale kształtem są po prostu okrągłe, z płaską podstawą, ciasto też jest grubsze i bardziej chrupiące. W środku zaś: niewielka ilość mięsa i pyszna zupa. Do tego posypane szczypiorkiem i sezamem. Nie wiem dlaczego, ale Michalina dopiero w tym semestrze pokazała mi tę (ponoć szanghajską) specjalność, na jednej z naszych ulubionych uliczek, nieopodal kampusu.

Danie to z miejsca stało się moim ulubionym i nie było tygodnia, żebym po prostu tam nie poszedł: czy to z dziewczyną, czy ze znajomymi. Pożegnalna kolacja przed wyjazdem odbyła się… A jakże, też tam. Mówię Wam, jadłbym kilogramami. Koniecznie z małym dodatkiem octu, sosu sojowego i pasty z ostrej papryki. Najpierw dziurka robiona pałeczką, wysysamy zupę, a dopiero potem można zacząć jeść. Pychota.

3. Komunikacja miejska
Co jak co, ale komunikacji miejskiej możemy Pekinowi pozazdrościć. Wiem, że to zupełnie inna skala, ale w stolicy Państwa Środka mamy około 15 linii metra, do tego niezliczone ilości autobusów. Ale co tam, do 2020 roku ma być 30 linii metra! To jest dopiero imponująca liczba…

Co do autobusów i trolejbusów: na początku z dystansem podchodziłem do tego, że na rozkładach jazdy podana jest tylko godzina pierwszego i ostatniego autobusu. Myślałem „no dobra, ale o której te autobusy w takim razie przyjeżdżają? Skąd mam do cholery wiedzieć kiedy mam przyjść na przystanek?”. Po jednym kursie wszystko stało się jasno: komunikacja jeździ tak często, że po prostu nie wystarczyłoby tablicy, żeby ten rozkład rozpisać. W najgorszym wypadku czeka się zazwyczaj jakieś 15 minut, ale to raczej z winy korka i natężenia ruchu, niż niskiej częstotliwości wyjeżdżania autobusów z zajezdni. No i wtedy przyjeżdżają np. trzy autobusy tej samej linii na raz.

Aktualna mapa metra w Pekinie

Ceny, jeszcze przed końcem grudnia też były bajeczne. 20 groszy (4角) za przejazd autobusem na krótkiej trasie, złotówkę (2元) za metro, nieważne dokąd. Teraz trochę się zmieniło i za autobus płaci się 50 gr (1元), a za metro, w zależności od długości trasy, 1,50-3,50zł (3-7元), co nadal nie jest jakąś ogromną kwotą, ale różnicę czuć.

Zabawna była też kwestia biletów. Oczywiście można mieć kartę, którą doładowuje się wcześniej i za każdym razem przy wejściu do środka komunikacji, odbija się kartę, co skutkuje pobraniem odpowiedniej kwoty (w autobusach odbijamy się też przy wyjściu). Ale co zrobić jak karty brak? Otóż wsiadamy do autobusu i, albo przy kierowcy wrzucamy odliczoną kwotę do skarbonki, albo (w większych autobusach), podchodzimy do pani, która bilet nam sprzeda. Jest to oczywiście droższe niż karta, ale działa i nie ma zamieszania. Pani taka, dodatkowo za zadanie ma informowanie o innych przystankach, pokazywanie pasażerom, którymi drzwiami wsiąść i nawoływanie na młodych „hej, Ty, pozwól tej babci usiąść!”. Calutki chiński koloryt.

4. Bycie uznawanym za „silnego”
Jej, tyle już razy w Pekinie słyszałem: „Ale Ty jesteś silny!”, co zazwyczaj owocowało złapaniem mojego bicepsa przez jakąś chińską rękę. Nieważne, że mam lekką nadwagę, a moim jedynym mięśniem jest mięsień piwny. Dla Chińczyków jestem wysoki, „dobrze zbudowany” i „silny”. Do tego jestem blondynem, ale to pasuje bardziej do punktu pierwszego.

Bycie silnym w Chinach jest w modzie, ale po większości facetów tego nie widać. Często ubierają się jak nasi hipsterzy, bądź… No nie wiem, nie są zbyt wyrośnięci. Chińskie dziewczyny za to, z tego co słyszałem od mojej dziewczyny i jej koleżanek, bardzo lubią, jak facet jest wysoki i ma trochę ciała. Dlatego tak ważne jest, żeby chłopak w Chinach dużo jadł. I nie raz miałem jedzenie prawie że wpychane do ust.

A, z moich i Michaliny obserwacji wynikało, że każdy gruby Chińczyk miał dziewczynę, za to chudzi już niekoniecznie. Zabawna sprawa, ale wynika to chyba jeszcze z tej starej kultury, gdzie ktoś gruby to po prostu oznaka dobrobytu.

5. Uliczne żarcie
To chyba dość oczywiste, prawda? Ale wiecie co? Napiłbym się takiej Bubble Tea, zjadłbym szaszłyka z baraniny prosto z grilla, czy nawet mrożony jogurt, najpierw mrożony w formie placka, a potem zdrapywany szpatułką i nakładany do kubeczka. Albo za lodami o smaku herbaty. Tylko takimi, które serio smakowały herbatą i prawie nie były słodkie. Dla niektórych niezjadliwe.

W Polsce tego wszystkiego nie mamy, a tam miałem to na co dzień. Mamy za to sanepid, który te wszystkie przenośne wózki z żarciem wysłałby do piekła. Za nieprzestrzeganie zasad higieny i używanie złego oleju. Ale było pysznie.

 

 

To tyle na dzisiaj. Życzę Wam miłej niedzieli!

Komentarze

2 komentarze

  1. Julia Kask
    Julia Kask 2015-03-15

    Z ta nadwaga to przesadziłeś ostro ;( kiedyś mnie tam zabierzesz ;)

  2. Alex.
    Alex. 2015-03-16

    Mimo, że ludzie często narzekają czy krytykują Chiny to i tak bardzo chcę je zwiedzić. Uwielbiam poznawać nowe kultury, a Chiny wyjątkowo różnią się od innych :)

    http://alex-justbreathe.blogspot.com/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline