Press "Enter" to skip to content

Muzeum-park narodowości chińskich cz. 1

Cześć!

Tak jak obiecałem, dzisiaj relacja z wizyty w parku (muzeum? Skansenie?) chińskich grup etnicznych:中华民族园. „Jakich grup etnicznych? Przecież wszyscy to Chińczycy!”- można by rzec, ale to nie do końca tak. W Chinach jest tych grup aż 56. Najliczniejszą jest grupa Han (której członkowie to prawie 92% wszystkich mieszkańców Chin, więc liczebna przewaga jest ogromna), drugie miejsce zajmuje mniejszość Zhuang (壮): 17 mln i Hui (回): 10,5 mln. Dla przykładu, według spisu ludności z 2010 roku, najmniejszą grupą byli Tatarzy: tylko 3556 osób. Każda z grup ma swoje zwyczaje, odrębne od innych święta. Różnią się strojami i wierzeniami.
Park, do którego wczoraj się wybraliśmy, obrał sobie za zadanie przedstawić architekturę, święta, czy właśnie stroje każdej z 56 narodowości żyjącej w Chinach. Wiedzieliśmy, że jest dość spory, więc wyjechaliśmy już o 7.30, żeby po ósmej być na miejscu. Bilet z legitymacją studencką kosztuje 65元 (ok. 32zł). Sam wygląd biletu jest pomysłowy, gdyż razem z częścią do oddarcia, dostajemy plan całego parku. Do tego dostaliśmy mały plan zaplanowanych na dany dzień wydarzeń i występów.
Okazało się, że park ma dwie części, przedzielone ulicą, przez którą można przejść tylko po wiadukcie, a pierwsza z atrakcji działa się właśnie w północnej części parku. Nie pozostało nam nic innego, jak szybko ruszyć się przez całą długość. Niestety, udało nam się zobaczyć cały występ tylko zza bramy, bo ochroniarz powiedział, że jak wyjdziemy bramą, to już nie wejdziemy, a wiadukt był za daleko. No nic, była cała masa kolejnych atrakcji, które mieliśmy obejrzeć później.
Zaczęliśmy zwiedzać od mniejszości ujgurskiej (维吾尔族): wspięliśmy się po schodach na dość spore wzniesienie, gdzie podziwiać można było rekonstrukcje (bądź autentyczne, przeniesione z innego miejsca) budynków tej właśnie mniejszości. Najlepsze określenie na większość czasu w parku to: pusto. Tak, bo ludzi praktycznie nie było widać, nie było praktycznie żadnej ochrony, a do tego eksponatów niewiele. Ale to nic, myślałem sobie: ważne, że są budynki, bo niektóre były naprawdę ładne. Zabawnie niektóre z tych tradycyjnych budowli kontrastowały z tym, co było widać poza parkiem: a mianowicie z pekińskimi wieżowcami.
Przechadzaliśmy się tu i ówdzie, podziwiając najróżniejsze widoki, aż w końcu trafiliśmy do namiotu Mongołów, w którego środku urządzono mały sklepik, postawiono kilka stolików i umożliwiono przebranie się w strój. Nikt z nas nie skorzystał, ale ja postanowiłem się skusić na ichniejszy alkohol: sfermentowane końskie mleko. Kosztowało tyle co nic, więc uznałem, że nie ma co się bać. No dobra, może trochę. I chlust. W smaku dość paskudne, ale faktycznie, czuć że ma alkohol. Zostawiało niestety niezbyt przyjemny posmak w ustach do czasu, aż czegoś nie zjadłem.
Po zwiedzeniu kilku innych grup etnicznych, ruszyliśmy na drugą stronę parku, do mniejszości Miao (苗), gdzie zaplanowano kolejne atrakcje. Przed samym wejściem do ich „wioski” ustawił się komitet powitalny w postaci ludzi przebranych za członków tej mniejszości, wodzirej trochę pogadał, a następnie wypowiedział magiczne słowa: „musicie skosztować naszego alkoholu, wtedy będziemy przyjaciółmi”. No i okej, dziewczęta z czarkami zaczęły podawać gościom alkohol: udało mi się dostać jedną porcję i… było słodko, smakowało mi.
 
Kolejną częścią pokazu było przejście (przeskoczenie?) gości przez belki poruszane przez mężczyzn z grupy Miao: oczywiście wszystko w ramach zabawy, i jeśli ktoś nie chciał, to nie musiał tego robić. Po wszystkim można było sobie wygodnie usiąść na ławeczce, obejrzeć przejście całej grupy, złożenie ofiary bóstwom, rozpalenie kadzideł i pokaz grania na bębnach, który jednocześnie wyglądał jak niesamowity taniec. Przy każdym z dwóch bębnów były cztery osoby, każda miała dwie pałki ze zwisającymi, aksamitnymi frędzlami, więc wyglądało to dość efektownie. Ostatnia część, “上刀山”, bo tak się nazywało to wydarzenie, polega na wspięciu się na maszt, którego szczebelki są sztyletami. Prowodyr zaprezentował, że są naprawdę ostre: plastikowa butelka została rozcięta na pół bez żadnego problemu, a następnie, trzy osoby, po kolei, zaczęły się wspinać. Pierwszy mężczyzna, miał chyba jakieś wykształcenie akrobatyczne, bo figury, jakie wyczyniał wchodząc, a także stojąc na szczycie, wyglądały dość widowiskowo. Dwie pozostałe osoby nie były aż tak fantastyczne, ale i tak wyglądało to bardzo ciekawie.

Następny występ odbywał się dość szybko po tym mniejszości 苗, więc zaraz po zakończeniu, ruszyliśmy w stronę mniejszości Dai 傣, pośród której to budynków zaprezentowano tańce kilku innych mniejszości, a następnie pokazano namiastkę jednego ze świąt tegoż ludu: 泼水节, bo o nim mowa, wygląda trochę jak nasz polski, wielkanocny Śmigus-Dyngus. Podczas tego to święta, wszyscy wokół polewają się wodą, by odpędzić wszelkie nieszczęścia na zbliżający się rok i by spełniły się marzenia. Generalnie wyglądałoby to bardzo widowiskowo, gdyby nie to, że pogoda wczoraj nie dopisała, było dość chłodno i nie było zbyt wielu chętnych do zabawy, więc tylko aktorzy, prezentowali swoje umiejętności w wylewaniu wiader wody na niebotyczne odległości. Warto wspomnieć, że 泼水节 obchodzone jest też w Laosie, Kambodży czy Tajlandii.

Po tym wszystkim, zwiedzaliśmy kolejne budynki najróżniejszych mniejszości, z których wpadła mi w oko np. mniejszość Oroków (鄂伦春) zamieszkująca prowincję Heilongjiang oraz Mongolię Wewnętrzną. Tradycyjną, wyznawaną przez nich religią jest szamanizm. W poświęconej im części parku, zaprezentowano ciuchy, opisano sposoby polowań i generalnie, można było się dowiedzieć czegoś więcej, niż tylko tego, że grupa taka istnieje i tyle.
Tutaj chyba skończę na dzisiaj, a jutro wrzucę drugą część: jak wiecie, mam spore problemy z wrzucaniem zdjęć do moich notek (Google nie lubią się z Chinami), a chciałem też zamieścić dwa krótkie filmiki, które też na pewno napsują mi masę krwi. W każdym razie, jutro spodziewajcie wpisu kończącego podróż po tym miejscu. Pozdrawiam Was serdecznie!

Komentarze

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline