Press "Enter" to skip to content

Na nielegalu w Beidaihe #1 – Chińskie dramy na plaży

Mieliśmy w Chinach jedno z największych świąt: 国庆节, czyli święto założenia Chińskiej Republiki Ludowej przez Mao Zedonga 1. Października 1949 roku. Tradycyjnie, jak co roku, kraj ma chyba jedno z najdłuższych okresów wolnych. Co za tym idzie, jak zawsze podczas okresów świątecznych, cały kraj migruje. Dwa lata temu zwiedzałem w tym czasie Pekin, o czym możecie przeczytać na przykład tutaj, a w tym postanowiłem jednak nie siedzieć w zatłoczonej stolicy (zdjęcia z Wielkiego Muru i z metra były przerażające, ludź na ludziu) i odpocząć gdzieś poza miastem. Wybór padł na Beidaihe, czyli chiński kurort wypoczynkowy, w którym z resztą byłem dwa lata temu, a nawet pisałem tu, na Worku Ryżu.

Jak mówiłem: cały kraj migruje, toteż dostęp do biletów kolejowych był mocno ograniczony ale się udało, kupiłem tanie bilety w jedną, jak i w drugą stronę.  Jechaliśmy tylko we dwójkę: ja i N, a kilka dni wcześniej dogadałem się z właścicielem hotelu co do ceny i tak dalej. Proponował nawet, że będzie nas codziennie podrzucał gdzie będziemy chcieli, a potem może nas odbierać z umówionego miejsca. „Super sprawa!” – pomyślałem.

dsc04135

Z dworca odebrał nas właściciel hotelu. Patrzę, patrzę… „Kurczę, twarz znajoma…” – myślę – „Przecież to ten sam facet, u którego nocowałem poprzednim razem!”. Już teraz wiedziałem, że będzie niezła zabawa. Dlaczego? Otóż nie do końca wiem jak to działa, ale byliśmy u niego trochę nielegalnie. Gość nie ma pozwolenia na nocowanie obcokrajowców u siebie, ale nadal ich przyjmuje. „Zaraz, pozwolenie na białasów?” – zapytacie. Ja też tego trochę nie pojmuję, ale najwidoczniej jest to dość duża sprawa, bo faktycznie, szukając hotelu na którejś z wiodących wyszukiwarek noclegów, natrafiałem na informację, że „meldunek możliwy tylko dla obywatela ChRL”. Ale koleżanka poratowała mnie kontaktem do tego gościa.

W samochodzie kazał usiąść nam na tylnich siedzeniach. „Jak będziecie chcieli gdzieś wyjść to mówcie, zawiozę Was ja albo moja żona. Albo siostra. Sami nie wychodźcie.” – powiedział. Okej, zaczyna się ciekawie. Dostaliśmy fajny pokój z widokiem na… sąsiednią ścianę. No nic, poprzednim razem spałem na najwyższym piętrze, żeby sąsiedzi nie widzieli. Na wieść, że chcemy jeść, siostra gospodarza zawiozła nas do restauracji znajdującej się jakieś 200 metrów dalej.

W restauracji też pełna konspira, bo czemu nie? Zostaliśmy zaprowadzeni do oddzielnego pokoju z obrotowym stołem. Nawet toaleta była oddzielna! Ale tutaj to raczej zbieg okoliczności. Niemniej, dwie osoby przy ogromnym obrotowym stole musiały wyglądać dość komicznie.

dsc04156

Pojechaliśmy na plażę. Tam urzekł mnie widok jakiejś parki, która stała przy łodzi na brzegu. Chłopak tak mocno napierał na dziewczynę, że po jakimś czasie się przewrócili. Myślałem, że się całują, ale zaraz potem laska zaczęła go okładać pięściami. Po chwili siedzieli już smutni. Chłopak na dole, a dziewczyna na łodzi. Chińskie dramy, uwielbiam. Randkowanie na ławeczkach w Chinach przy zerze prywatności to z resztą temat-rzeka, który zawsze potrafi zaskoczyć.

dsc04213

Spacerując po deptaku, zauważyliśmy, że dwie dziewczyny za nami idą, ale my twardo idziemy przed siebie. Po chwili słyszymy ciche „Hello!”. Żadnych białasów wokół, więc się odkręcamy, ale nikt nie patrzy w naszą stronę. Idziemy dalej. Nagle znowu „Hello!”. Odwracamy się, a tu znów te dziewczyny, wyraźnie zawstydzone. „Możemy sobie strzelić razem fotkę?” – wymamrotały. „Jasne, chodźcie!” – odparliśmy zgodnie i zapozowaliśmy, jak małpki w zoo. Chińczycy i robienie z białych ludzi zwierzątek z ogrodu zoologicznego nigdy nie przestaną mnie bawić.

dsc04258 dsc04264

Nazajutrz mieliśmy zamiar wybrać się do zoo właśnie, ale o tym może w kolejnym wpisie… ;) Aha, wszystkie zdjęcia za uprzejmością Natalii.

Komentarze

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline