Press "Enter" to skip to content

O Pyrkonie 2015 słów kilka

 

I… skończyło się. Właściwie to nawet już dwa dni temu. Wczoraj musiałem trochę odespać zarwaną noc.

Czym w ogóle jest Pyrkon? Dla tych, którzy nie wiedzą: jest to festiwal fantastyki odbywający się rokrocznie w Poznaniu (no, bo gdzie indziej na ziemniaki mówi się „pyry”?). Samo pojęcie fantastyki jest tutaj mocno poszerzone. O co? Poza tematyką fantasy, taką jak Władca Pierścieni, Gwiezdne Wojny czy inne Gry o Tron, mamy szeroko pojęty komiks (nieważne, czy ten z Ameryki, czy Japonii), gry komputerowe, gry planszowe, kreskówki… Generalnie, myślę że każdy znalazłby coś dla siebie.

Skala festiwalu, po przeniesieniu go kilka lat temu na hale Międzynarodowych Targów Poznańskich, też robi wrażenie: w tym roku w konwencie wzięło udział 30 TYSIĘCY ludzi. Z całej Polski, a także ze świata. Zjeżdżają się już nie tylko fani: festiwal co roku odwiedzają autorzy powieści, twórcy gier komputerowych, planszowych… Po prostu twórcy szeroko pojętej fantastyki. W tym roku na przykład, do Poznania przyjechał Dmitrij Głuchowski, rosyjski pisarz, autor Metro 2033.

No dobrze, przyjeżdżają ludzie, przyjeżdżają twórcy… I co dalej? Co można robić na Pyrkonie? Wyborów jest cała masa: można uczestniczyć w niezliczonych puntach programu, takich jak prelekcje na najróżniejsze tematy (od fabuły „Gry o Tron”, przez gorseciarstwo, aż po przygotowany przez moją znajomą wykład z językoznawstwa po angielsku, cześć, Weroniko!). Od kilku lat popularne są też panele osób związanych z YouTube, czy to ludzi, którzy pokazują jak przechodzą w gry, czy innych vlogerów: fani zawsze mają okazję zobaczyć ich na żywo, a najczęściej po prostu też z nimi porozmawiać.

Jeśli komuś jednak nie uda się wejść do sal wykładowych (niektóre prelekcje są tak popularne, że serio nie idzie się na nie dostać), może iść na przykład na zakupy. W tym roku hala wystawców była ogromna: można było kupić ręcznie robione kostiumy, gadżety związane z komiksami, mangą, anime, Japonią, a także wszystko, czego geek mógłby zapragnąć. Pamiętam, że dwa lata temu, kiedy byłem na Pyrkonie po raz pierwszy, skala stoisk wystawców była o wiele mniejsza.

Co dalej? W kolejnej hali były zorganizowane „wioski”, na przykład wioska post-apo. Czym jest post-apo? Już tłumaczę: wyobraźcie sobie, że świat nawiedziła jakaś globalna katastrofa (trochę jak w filmie „Droga” z Viggo Mortensenem w roli głównej), bądź też wojna atomowa, czy cokolwiek innego, co wyniszczyło dużą część populacji. Następnie odczekajcie kilka, kilkadziesiąt lat. I macie obraz post-apokaliptycznej Ziemi. Te najpopularniejsze to oczywiście przedstawione w grach z serii „Fallout”, czy nawet w „Metro 2033” Głuchowskiego. No dobrze, to co robi się w takiej wiosce? Generalnie, jeśli ktoś jest mocno zainteresowany, może zrobić sobie strój, dołączyć do większej grupy i wspólnie odgrywać swoją postać, albo po prostu radośnie spędzać czas. Ja, pomimo kostiumu, nie spędziłem na tamtym terenie zbyt długo, ale warto wspomnieć, że jestem prawie całkowicie zielony, nie znam ludzi ze środowiska, prócz Julka, który kostium pomógł mi zrobić (za co serdecznie dziękuję i pozdrawiam!). Poza post-apo, była wioska średniowieczna, wioska fantasy, widziałem nawet samurajów! I wystawę smoczych rzeźb. A wszystko to w jednej hali.

W kilku innych miejscach, fani gier planszowych mogli poczuć się jak w raju: można było bez problemu wypożyczyć i przetestować całą masę gier. W tym roku nawet nie miałem jakoś czasu się rozejrzeć, ale widziałem, że dość popularny był na ten przykład Świat Dysku – Ankh-Morpork. Skoro jesteśmy przy grach, to nie sposób nie wspomnieć o tych komputerowych: odbyły się pyrkonowe turnieje, można było pograć na retro-konsolach (niektóre na karku miały już dobre 30 lat!), czy na tych zupełnie nowych. Sam pomysł ni mnie ziębi, ni grzeje, ale średnio widzę jechać na konwent i grać na konsoli, chyba że jest to jakaś wyjątkowa gra… ;)

Taki tam Mortal Kombat X

To, co było dla mnie najważniejsze, to jednak nie wszystkie te atrakcje, z których prawie nie skorzystałem, a sama atmosfera festiwalu. Na atmosferę składają się wspaniali ludzie, w tym cała plejada pozytywnych cudaków przebierających się za swoje ulubione postacie z komiksów, powieści czy filmów. Albo za totalnie wymyślone przez siebie (mój kostium nie nawiązywał do żadnej konkretnej persony). Na swojej drodze spotkałem niezliczone zastępy Jokerów, postaci z League of Legends czy… Czarodziejek z Księżyca! No dobra, tych ostatnich nie było dużo, ale robiły wrażenie, bo chodziły całą grupą.

No dobra, bo piszę tylko o tym, jak to jest na Pyrkonie, a nie mówię jak sam go spędziłem. Tak jak już powiedziałem: dla mnie w tym roku najważniejszy był klimat, który chłonąłem zewsząd. Byłem nieco rozdarty między cztery czy pięć grup znajomych, z którymi chciałbym przebywać tak samo bardzo, ale nie potrafię się rozdwoić i jeśli ktoś uznał, że nie poświęciłem mu odpowiedniej ilości czasu, to… przepraszam! I tak, była ekipa arhn.eu, z którą pojechałem pociągiem, a następnie straciłem kontakt praktycznie na dwa dni. Były dwie paczki z Gdańska, był Julek, który przebrany za członka post-apokaliptycznego prymitywnego plemienia spędzał czas z pobratymcami… I była Patrycja i Albert, którzy też spędzili ze mną kupę czasu, a nawet użyczyli łóżka na pierwszą noc festiwalu, żebym nie musiał spać na hali, razem z kilkoma tysiącami innych ludzi (zdjęcia sleep roomu poniżej!). Dodatkowo, Patrycja jest wspaniałą kucharką, a jej naleśniki ze szpinakiem mógłbym jeść codziennie, dziękuję!

A tak wyglądało spanie. Trochę jak obóz uchodźców, prawda?

Na tak dużych imprezach zawsze jest też okazja spotkać znajomych, których zna się od 10 lat przez internet, a jeszcze nigdy się ich nie widziało. Albo starych znajomych, których poznało się na tego typu imprezie, a potem już nie było czasu spotkać się w innych okolicznościach. I wiecie co, zawsze mnie to bawi. Będąc dzieckiem dwunastoletnim przesiadywałem na forum o Pokemonach. Teraz, mając lat prawie 24, spotykam ludzi z tego forum po raz pierwszy w życiu. Niektórzy z Was pewnie pokręcą głową i powiedzą „lecz się, tylu znajomych z internetów, wziąłbyś się za normalnych!”, a ja powiem tylko: „należy mi się”. Zawsze super jest skonfrontować swoje wyobrażenia o ludziach, których wcześniej znało się tylko jako kilka literek w nicku z rzeczywistością. I zazwyczaj wychodzi super: bo jeśli przez tyle lat udało się utrzymać kontakt, to chyba czas przenieść znajomość na wyższy poziom.

Tak wyglądała strefa gastronomiczna z zewnątrz

Nie ukrywajmy, na imprezach tego typu leje się sporo alkoholu. Była cała hala gastronomiczna, w której można było zjeść (pizza za 20 zł, podawana od razu po zamówieniu, bo produkcja trwała bez przerwy) czy napić się złocistego trunku. Ale największe imprezy odchodziły mimo wszystko wieczorami, aż do rana. Kiedy jedni siedzieli na nocnych prelekcjach wyśmienicie się bawiąc, bądź wysłuchując kolejnych arcy-ciekawych tematów, inni upijali się niemalże do nieprzytomności… na przykład w wiosce post-apo, albo… w poznańskich pubach! Drugiej nocy sam w jednym z takich pubów wylądowałem… I poznałem jeszcze więcej ludzi, których znałem tylko z internetu. I serio, nawet jeśli na forum wydawali się niesympatyczni, bądź nawet wrogo nastawieni, okazali się wspaniałymi ludźmi ze świetnym poczuciem humoru i mimo że opuściłem forum arhn.eu już dobre dwa lata temu, to znowu poczułem się jak w domu. Dzięki Wam!

Tak więc to wyglądało: za dnia kręciłem się od stoiska do stoiska, najczęściej sam, ale przez dużą część czasu też z Maciejem (którego też pozdrawiam): oddałem krew, porobiłem zdjęcia z cosplayerkami, ale też z ludźmi znanymi w szerszych kręgach, jak dudsonowa (<3) i Pan Rysownik (na jednym zdjęciu niezły bromance wyszedł). Dużo rozmawiałem z innymi, umawiałem się z kolejnymi osobami (hi, ekipo Pokemon Valhalla!) i byłem wniebowzięty. Wieczorami zaś wracałem na pyszne żarcie do Patrycji i spędzałem czas w sposób zupełnie oderwany od pyrkonowego szumu.

Dziękuję, bo bez Was wszystkich ta impreza nie byłaby taka sama. Jestem teraz naładowany pozytywną energią, która na pewno szybko się nie wyczerpie!

PS: Co na Pyrkonie robił Korwin? Zdobywał Żelazny Tron (którego ja się nie doczekałem) i pozował do zdjęć z cosplayerkami ;)

PS2: Pierwsze zdjęcie robione oczywiście nie przeze mnie, a przez MTC-Media, za pomocą drona. Brałem udział w jego robieniu, tj. stałem na dole, na samym koniuszku litery N. Super inicjatywa!

Komentarze

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline