Press "Enter" to skip to content

Osiem Wielkich Miejsc – 八大处

Pewnego razu J. zaproponowała: „A może ruszymy do 八大处?”.
To było chyba jeszcze w poprzednim semestrze, ale jakoś nie było okazji się
wybrać. A, że teraz, większość najbardziej znanych atrakcji pekińskich mamy już
za sobą, warto zapuszczać się w te miejsca, w których jeszcze nas nie było.
Tygodniowe wolne stworzyło dość dobrą okazję do wyjścia z akademika, z tym że
ze smogiem było dość w kratkę. I tak już zostało, a od wczoraj poziom smogu
przekracza 400 jednostek, czyli poziom bardzo niebezpieczny dla zdrowia.
Wszystko znów jest spowite mgłą, a „smak” powietrza aż czuć na języku. Ohyda.

Dziesięć tysięcy lat istnienia dla Chińskiej Republiki Ludowej!

Wróćmy do 八大处 (Badachu), czyli dosłownie Ośmiu
Wielkich Miejsc. Jest to zespół ośmiu sanktuariów buddyjskich znajdujących się
u podnóża Zachodnich Wzgórz, nieopodal Parku Xiangshan (Pachnącego Wzgórza).
Teren w większości porośnięty jest lasem, a w najwyższym punkcie osiąga
wysokość 464m. Tyle teorii.*

Umówiliśmy się dość wcześnie, żeby dojechać na miejsce, a
potem wrócić o ludzkiej porze, kiedy jeszcze nie będzie jakichś wielkich tłumów
(na co my właściwie liczymy w Chinach podczas święta narodowego?). Tuż po samym
wyjściu z akademika zaczęło mżyć. „Cholera,” – pomyślałem – „jak tak dalej
pójdzie, to z całego wyjazdu nici.”. Pogoda jednak nas nie zniechęciła i
ruszyliśmy przed siebie. Właściwie już podczas przygotowań mieliśmy pierwszy
problem: gdzie jest ulica, z której odjeżdża autobus? Nazwa 北洼路 nic
nam nie mówiła. Postanowiliśmy więc iść za głosem aplikacji na komórkę: Baidu
Ditu (百度地图),
czyli chińskiego odpowiednika Map Google (bo, jak zapewne wiecie, w Chinach
większość usług Google jest zablokowana, albo chodzi bardzo źle). Jeśli będziecie kiedykolwiek w Pekinie (nie wiem jak inne miasta), koniecznie zaopatrzcie się w tę aplikację! Ostatecznie
okazało się, że miejsce do którego zmierzaliśmy to dość dobrze nam znana droga,
tyle że nikt nie znał wcześniej jej nazwy.

Po dobrych czterdziestu minutach byliśmy na miejscu, autobus
podjeżdża prawie pod samo wejście. Czas ustawić się w kolejce po bilety:
Indonezyjka i Tajlandczyk, z którymi przyjechaliśmy, poszli do okienka po
lewej, ja, moja dziewczyna, J. i Koreanka stanęliśmy przy tym po prawej. I
tutaj pierwszy (i zarazem ostatni, na szczęście) zgrzyt dnia. Jako, że jesteśmy
studentami, mamy prawo kupić sobie bilet zniżkowy za okazaniem legitymacji.
Ludzie z drugiej strony nie mieli problemów. Z naszej strony podchodzi najpierw
J., podaje legitymację, babka na nią patrzy i mówi: „Ale Ty nie możesz, bo
jesteś zza granicy.”, wtedy interweniuje moja dziewczyna: okazuje się, że nam,
obcokrajowcom nie przysługuje żadna zniżka. A dlaczego Indonezyjka i Tajlandczyk
dostali zniżkę? Bo przecież „wyglądają jak Chińczycy”, więc pani zobaczyła
tylko, że mają legitymację i sprzedała im zniżkowe. To mnie czasem w Chinach
dobija: kiedy widzą białą twarz, traktują nas jak idiotów, worki z pieniędzmi i
generalnie kogoś, z którego warto tylko zedrzeć jak najwięcej. Po krótkiej
walce jednak się poddaliśmy, bo z systemem przecież nie wygramy. Niemniej,
odebrałem to za zachowanie o lekkim zabarwieniu rasistowskim i miałem ochotę
komuś przywalić.

Wchodzimy do parku: przy wejściu podchodzi facet w
garniturze, wskazuje na torby. Potem jednak pyta tylko skąd jesteśmy, a
usłyszawszy „波兰” (Polska), po prostu nas przepuszcza. Nie wiem po co,
nie wiem dlaczego. Nie chciałem wnikać, bo i tak już byłem zły. Sam park, już
od samego wejścia robił miłe wrażenie: zwłaszcza, że w niektórych miejscach aż
roiło się od czerwonych dekoracji, czerwonych flag i innych ozdób. 

W takiej właśnie, z jednej strony dość podniosłej (przecież
święto ustanowienia Republiki Chińskiej to jedno z najważniejszych świąt), z
drugiej zaś dość codziennej ze względu na całe fale ludzi, atmosferze, przyszło
nam podążać w górę kompleksu podziwiając kolejne budynki i stoiska ze
świeczkami czy kadzidłami. Wielu Chińczyków przybywa do 八大处 nie
tylko, żeby pochodzić po obiekcie i pozwiedzać, ale także po to, żeby zanieść
swoje modlitwy. A modlą się na różne sposoby: ludzie rozpalają kadzidła, klęczą
przed posągami, czy w kolejnych świątyniach, a niektórzy odmawiają buddyjskie
mantry, jak mężczyzna z jednego ze zdjęć. 

Same świątynie, jak to świątynie: z zewnątrz w większości
dość podobne, a wewnątrz, Buddzie zdjęć zrobić nie można. Dojście na samą górę
i zwiedzenie każdego z miejsc zajęło nam dobre 3-4 godziny. Na szczycie
natknęliśmy się na całe zatrzęsienie sprzedawców pamiątek, górny przystanek
wyciągu krzesełkowego (którym można wjechać na górę, czy też wrócić na dół).
Azjaci, którzy z nami przybyli (prócz mojej wybranki) postanowili skorzystać z
tego, wygodnego środka transportu.

Wielu ludzi proponowało też jazdę konną. I to nas
zastanawiało: gdzie tutaj jest jeszcze miejsce na jakąś stadninę? Idąc do
wyjścia poznaliśmy odpowiedź: droga, którą można zejść z góry nie przepychając
się przez masę turystów i odwiedzających, można pokonać na grzbiecie jednego z
wielu dostępnych koni. My jednak niestrudzenie ruszyliśmy w dół zbocza. I po
dwudziestu minutach marszu coś nam zaświtało: „Przecież wejście było po
zupełnie drugiej stronie tego zbocza, ta droga nie ma końca, a do tego inni
jadą na koniach…”, i jak najszybciej spytaliśmy pierwszych napotkanych ludzi.
Okazało się, że ulica ciągnie się jeszcze przez jakieś 6km. Od razu
zawróciliśmy na właściwy szlak i zeszliśmy normalnie. Wśród fal Chińczyków
oczywiście.

Po drodze natknęliśmy się jeszcze na mały „koncert” grupy
kilku kobiet ubranych w tradycyjne stroje, grające na tradycyjnych chińskich
instrumentach. A potem oczywiście na grupę młodych Chinek, które próbowały
potajemnie zrobić nam zdjęcie. Cóż, przywykłem. Po jakimś czasie siedzieliśmy
już w autobusie powrotnym z uśmiechami na twarzy: to był dobry dzień. I nie
zepsuła go mżawka z rana, pani bileterka ani smog, przez który wychodziły
gorsze zdjęcia i samopoczucie też dawało się we znaki. Oby więcej takich. 
Jeśli będziecie w Pekinie i nie zdążą Wam się znudzić
kompleksy świątynne, lub po prostu traficie na dobrą pogodę i będziecie chcieli
pooglądać ładne widoki: serdecznie polecam. Bilet jest tani, dojazd też dość
prosty i jestem prawie pewien, że Wam się spodoba.
*Informacje za artykułem z Wikipedii.

Komentarze

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline