Press "Enter" to skip to content

Czy to już koniec pieniędzy w Chinach?

Od kiedy wróciłem do Chin rok temu, praktycznie wychodzę z domu bez portfela. Nawet na zakupy. Płacę telefonem. „Jak to telefonem?” możecie spytać. Odpowiem: Wechat i Alipay. I wszystko jasne. No dobra, portfel mam, ale tylko dlatego, że mam w nim kartę na komunikację miejską, więc to nie tak, że go w ogóle nie mam. Ale gotówki to tam niewiele. Jasne, zawsze warto mieć trochę pieniądza, bo zdarza się, że gdzieś nie ma internetu, padnie komórka, czy po prostu ktoś jest na tyle zacofany, że płatności mobilnych jeszcze nie wspiera. Ale to już są wyjątki.

Aha, będę tutaj pisał głównie o WeChacie, ale istnieją też inne platformy, np. Alipay (który statystycznie jest bardziej popularny, chociaż jakoś tego nie dostrzegam, a należy do grupy Alibaba, czyli właścicielowi doskonale wszystkim znanego Aliexpress). Płatność w komunikatorze, moim zdaniem wygrywa z oddzielną aplikacją (która też jest kombajnem z wieloma funkcjami które ma WeChat, ale nie ma funkcji czatu) do płacenia.

Płacenie telefonem?

O co więc chodzi? Wyobraźcie sobie, że używacie WeChata, który w Chinach z powodzeniem zastępuje Facebooka, Skype, aplikacje do zamawiania jedzenia, biletów do kina, Ubera, mapy Google i… wiele innych aplikacji, w tym Wasz portfel. Połączenie z internetem macie praktycznie ciągle, rozmawiacie ze znajomymi, wysyłacie wiadomości głosowe i tak dalej.

Potem ze znajomymi idziecie do knajpy, do sklepu, czy nawet do warzywniaka. Albo jedziecie taksówką. Nie wzięliście portfela, a przecież trzeba zapłacić! Otwieracie WeChata, wchodzicie do menu portfela. Skanujecie kod QR podany przez osobę, której chcecie zapłacić. Wpisujecie kwotę, potem PIN (albo skanujecie odcisk palca w telefonie, jeśli macie taką opcję) i… zapłacone!

Jest jeszcze jeden sposób. Niektóre sklepy, supermarkety, restauracje czy inne punkty gastronomiczne mają skaner kodów kreskowych. Wchodzicie wtedy w menu, na ekranie Waszego telefonu pojawia się kod do zeskanowania. Jeden ruch sprzedawcy i… zapłacone! Nawet nie trzeba podawać kwoty, bo sprzedawca sam wpisuje ją w terminalu.

Piękno tkwi w prostocie

Już spieszę z wyjaśnieniami, dlaczego i jak to funkcjonuje. Otóż płatności przez WeChata polegają na tym, że w aplikacji możemy podpiąć swoją kartę bankową do konta w komunikatorze, ustalamy PIN, lub inne zabezpieczenie, żeby nikt nieproszony nie mógł zapłacić naszym telefonem w razie jego utraty i możemy działać. Program ma dostęp do środków na naszej karcie, ale od razu tworzy sięteż coś takiego, jak wechatowy portfel. Pieniądze w portfelu nie są pieniędzmi, które są na naszej karcie, ale możemy je sobie przelać, jeśli będziemy potrzebować.

Poza skanowaniem kodów QR i pokazywaniem kodu do skanowania w sklepie, możemy robić przelewy do wszystkich znajomych mających WeChata. Wystarczy w okienku rozmowy wybrać odpowiednią opcję, i tak samo jak przy płatności, wpisać kwotę, potwierdzić hasłem, a pieniądze lecą do portfela rozmówcy. Jest to świetna opcja, kiedy lubimy rozliczać się ze znajomymi co do yuana. Albo, kiedy jedna osoba zapłaciła za obiad, a reszta można od razu oddać, a nie trzeba się męczyć z drobnymi.

Poza zwykłym przelewem (w którym widać kwotę), można wysłać hongbao, czyli czerwoną kopertę, o której pisałem w poprzednim poście. Różni się przelewem od tego, że jest bardziej jak „prezent” i nie widać na początku wysłanej kwoty. Tylko życzenia, albo coś, co wysyłający napisał. Można wysłać hongbao na czacie z kwotą podzieloną przez ilość osób, wtedy każdy może dostać jakąś część pieniędzy z koperty.


Powyżej trzy przykładowe opcje Wechat Wallet: przelew do znajomego, płatność kiedy skanują nas w sklepie terminalem, hongbao.

Dlaczego WeChat Wallet Alipay są takie popularne?

Tutaj, moim zdaniem, decyduje kilka czynników.

Chiny są praktycznie zalane fałszywymi banknotami. Chyba każdy, kto był w Państwie Środka, natknął się na problem, że jego stuyuanowy, czerwony banknot z Mao Zedongiem nie został przyjęty przez taksówkarza, albo w sklepie, pod zarzutem tego, że płacicie fałszywką. W sklepie to jeszcze pół biedy. Taksówkarze są na tyle cwani, że często biorą stówę, niby ją sprawdzają, a w tym czasie ją podmieniają i dają Wam swoją, fałszywą.

Co więcej, fałszywki można wypłacić czasem nawet z bankomatu. Też mi się często nie chce wierzyć, ale znajomi mieli takie problemy. Można oczywiście iść do banku i zgłosić, że dostało się fałszywki, ale najczęściej zostaną one po prostu zarekwirowane, a nie wymienione. Dlatego zawsze dobrze, przy podejmowaniu gotówki, kazać bankomatowi wydrukować numery seryjne banknotów. Wtedy, jeśli pójdziemy do banku z takim wydrukiem, powinni nam fałszywe banknoty wymienić.

Inna sprawa jest taka, że płatności mobilne są po prostu wygodniejsze od płacenia gotówką. Nie trzeba szukać drobnych, nie trzeba nosić bilonu w portfelu, do tego każdy w obecnych czasach ma przy sobie telefon komórkowy z dostępnością do internetu. Odpalamy aplikację i tyle. WeChat notuje 963 miliony aktywnych użytkowników miesięcznie. Robi wrażenie, nie? Wierzcie lub nie, w 2016 roku według danych statystycznych dostarczonych przez Analysys, w 2016 roku dokonano płatności mobilnych na 5 bilionów dolarów. I z roku na rok ma ich tylko przybywać.

Ponadto, Chińczycy są coraz bardziej otwarci na podróże zagranicę, a jak już wyjeżdżają, to wydają krocie. To też zaczyna trochę przyciskać kraje, do których mieszkańcy Państwa Środka podróżują, do udostępniania takiej formy płatności. Na własne oczy widziałem w Korei, jak ustawiały się ogromne kolejki do zwrotu VAT-u, który był wypłacany na konto w Alipay. W Japonii ponoć w tym roku ma być już 45 tysięcy sklepów pozwalających na płatność aplikacją od twórców Aliexpress. Ba, ponoć nawet w Hiszpanii jest to już możliwe.

Medal ma jednak dwie strony

Alipay czy WeChat Wallet, mimo swoich zalet, mają też swoje wady. Płatności przez telefon pozwalają chińskiemu rządowi na jeszcze głębszą inwigilację. Ostatnio było dość głośno o tym, że Tencent (czyli firma stojąca za WeChatem) udostępnia prywatne dane, logi rozmów i wszystko inne rządowi. A raczej, rząd ma do nich dostęp i Tencent może je udostępnić. Ale coś za coś. W Chinach, czyli kraju dość skrajnym, trzeba liczyć się na to, że władza zagląda ludziom nawet do łóżek.

Aha, trzeba mieć konto w chińskim banku, albo kartę kredytową z zagranicznego, żeby używać portfela, co nieco utrudnia sprawę np. turystom z zagranicy. Ale cóż, usługa jest kierowana głównie do mieszkańców Chin, a chińskie banki raczej nie mają kontroli nad zagranicznymi debetówkami, więc to chyba zrozumiałe.

No i… jest jeszcze jeden minus. Baterie smartfonów. Wszyscy dobrze wiemy, jak krótko potrafią trzymać. A bez telefonu nie zapłacimy. Co wtedy zrobić? Albo taszczyć ze sobą powerbanka, albo jednak awaryjną gotówkę…

W sumie taki rozwój technologiczny mi się podoba. Niby jesteśmy coraz bardziej uzależniani od telefonów, niby inwigilacja jest coraz większa, ale… Coś za coś. Oni gdyby chcieli, to by już teraz wiedzieliby o nas wszystko niż my sami. Brakuje mi takiego bajeru w Polsce. Serio. Nie wiem, czy to systemy bankowe, czy prawo. I tak, wiem, że u nas niby coś takiego raczkuje, ale ten cały BLIK to chyba jest ostry niewypał, co? Bo nikt tego nie używa, przynajmniej ja nikogo nie znam. A z tutejszych rozwiązań korzysta prawie każdy.

Powiedzmy sobie jasno. Pieniądze fizyczne w Chinach nie umarły i pewnie nie umrą jeszcze przez długi czas, ale są mocno w odwrocie, na rzecz mobilnych płatności takich jak WeChat Wallet czy Alipay. Zobaczymy co przyniesie przyszłość. Póki co, płatności mobilne górą!

 

Na zakończenie jeszcze fun fact: już teraz zdarzają się żebracy, którym można przelać pieniądze… WeChatem. Serio. Filmiki nie moje, ale patrzcie:

Komentarze

One Comment

  1. […] to jak w ogóle ich używać? I skąd je brać? Pamiętacie, jak pisałem o kodach QR przy płatnościach mobilnych? Tutaj też się z nich korzysta. Po prostu, każdy rower na tylnym kole ma blokadę. Na początku […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline