Press "Enter" to skip to content

Popołudnie w herbacianym raju

Dawno nie pisałem: najpierw była wycieczka do 北戴河 (Beidaihe, jeden z nadmorskich kurortów),
potem znowu powtórki na zajęciach, egzaminy, powrót do Polski i odsypianie
różnicy czasowej (miałem ogromny problem z przestawieniem się!), znowu egzaminy
i lenistwo… No, ale mam nadzieję, że to, co dzisiaj dopisałem (ponad połowa
dzisiejszej notki została napisana jeszcze w Chinach) zwiastować będzie powrót
bloga do żywych.

W pewną niedzielę wstałem koło jedenastej, zebrałem się i poszedłem na
śniadanie do stołówki, towarzyszyła mi moja dziewczyna. Po śniadaniu
odprowadziłem ją jak zawsze, pod akademik. Wracając do siebie, wpadłem na
jednego z naszych nauczycieli: Jasona. Spytał, czy mam teraz czas. „Jasne” –
rzuciłem. Powiedział, że akurat za chwilę jest organizowany wyjazd na małą
„uroczystość” związaną z pokazem tradycyjnej ceremonii parzenia herbaty.
Okazało się, że autobus odjeżdża za dwadzieścia minut, więc pobiegłem szybko
popytać Polaków czy nie chcą się wybrać. Prawie wszyscy byli jeszcze w łóżkach,
więc nawet nie było sensu na nich czekać: pojechałem sam.

Właściwie to nie sam: było trochę ludzi z wyższych grup (głównie
Koreańczycy i Indonezyjczycy), ale ¾ miejsca w autokarze było wolne. Jechaliśmy
jakieś czterdzieści minut, aż do dzielnicy Xicheng (西城).  Naszym miejscem docelowym był 北京国际茶城, czyli ogromne centrum handlowe z herbatą, akcesoriami do jej parzenia (bo herbatę, podczas ceremonii tradycyjnej, parzy się zupełnie inaczej) i innymi pomniejszymi sklepami.
Szybko pomaszerowaliśmy na piętro, gdzie czekała już na nas
przygotowana scena. Były też rozstawione dość wygodne, wiklinowe foteliki i
stoliki, na których leżały słodkie suszone owoce bądź ciastka. Co chwilę
kręciły się też wokół kobiety, które podawały herbatę. Okazało się, że wpaść
mają też studenci zagraniczni z innego uniwersytetu. I wpadli: sporo blondynek,
kilku chłopaków. Do tego jakiś Hindus. Niecodzienny widok na naszym CYU.
Zaczęło się od przemów. Dość monotonnych: o tym, jaka to herbata jest
ważna w Chinach i na świecie i jak bogatą kulturą picia herbaty Chiny się
szczycą. Nic, czego raczej laik by nie wiedział. Następnie przeszliśmy do
części nieformalnej spotkania: panie w przepiękny sposób zaprezentowały
ceremonię parzenia herbaty. Niestety, nie nakręciłem filmiku, ale pewnie byłby
i tak marnej jakości. Na następny semestr postaram się ogarnąć lepszy sposób
umieszczania filmów (docelowo chciałbym wrzucać ich więcej i lepszej jakości). Nieważne.
Po prezentacji, panie wręczyły oficjelom tak przygotowany napój, a następnie
zaprosiły chętnych do spróbowania swoich sił. Jakoś nie chciało mi się
specjalnie, tym bardziej, że wiem mniej więcej jak taka ceremonia wygląda, więc
nie spróbowałem. Jeśli kiedyś uda mi się sfotografować cały „zestaw” do
przygotowywania herbaty „po chińsku”, to na pewno przedstawię Wam cały proces.

Był też mały wykład na temat herbaty jaśminowej (茉莉花茶, mòlìhuā chá).
Zapewne większość z Was kiedyś o niej słyszała, lub piła. Dla przypomnienia:
jest to herbata (najczęściej zielona, ale zdarza się biała lub czarna) z
dodatkiem płatków jaśminu. Przemiła pani po wykładzie powiedziała, że czas na
konkurs. Pytania odnosiły się do wszystkich części wydarzenia: było pytanie o
ogólne informacje dotyczące Chin, było o herbacie jaśminowej i tak dalej. Po
dwóch pytaniach, na które odpowiedź nie była zbyt łatwa (trzeba było ją sobie
po prostu przypomnieć), nastąpiła fala takich, na które odpowiedzieć trzeba
było „prawda” lub „fałsz” lub wybrać jedną z odpowiedzi, więc właściwie
przerodziło się to w coś na zasadzie: kto pierwszy rzuci losową odpowiedź.
Ewentualnie, kto pierwszy, po tym, jak pierwsza osoba odpowiedziała źle, ją
poprawi.
No i nie byłbym sobą, gdybym nie spróbował, bo nagrodami były jakieś
czerwone torebki z tajemniczą zawartością. I po tym, jak ktoś źle odpowiedział
na pytanie, podniosłem szybko rękę i wygrałem. 
Wyjście na scenę, chwila w blasku fleszy i mam ją… Torebkę z kilkoma
opakowaniami… herbaty jaśminowej. Na sam koniec, na scenę zaproszona została
kobieta, która dała koncert gry na guzhengu (instrumencie szarpanym, który
przypomina cytrę; muszę przyznać, że lubię ten instrument, dodaje niesamowitego
klimatu).
Po części oficjalnej, jedna z hostess oprowadziła nas po całym piętrze
budynku, który okazał się być nie tylko sklepem z herbatą i akcesoriami, ale
także butikiem z ciuchami (i wywodzącymi się z Mandżurii sukienkami: Qipao) i
pracownią pani, która zdobiła ceramiczne czarki i naczynia. Były też rzeźby z
najróżniejszych kamieni, których ceny przekraczały dziesiątki tysięcy złotych.
Przepych jest, nie ma co. W wielu z pomieszczeń siedziały też panie, które
parzyły najróżniejsze rodzaje herbaty. Każdego można było spróbować i niektóre
były naprawdę ciekawe.

Po wszystkim, zaczęliśmy się zbierać: dostaliśmy od organizatorów po
jeszcze jednej torbie gratisów: tym
razem też herbata, tyle że w małej puszce. Do tego ładne szklane naczynko z siteczkiem do jej parzenia. Miły prezent.

Na dzisiaj to wszystko. Postaram się napisać kolejne notki już w najbliższym czasie, na pewno powiadomię Was o tym na moim Fanpage’u. Trzymajcie się!

Komentarze

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline