Press "Enter" to skip to content

Poszedł Polak do chińskiego fryzjera.

Tak jak zapowiadałem, dzisiaj o fryzjerze. Zdjęć nie ma, bo głupio trochę mi było strzelać fotki w salonie, a i nawet o aparacie nie pomyślałem wtedy. W każdym razie: starszy stażem Polak, D. mówił mi, że w pobliżu kampusu jest fryzjer, u którego był i obciął go zadowalająco. Wszyscy narzekali na te moje włosy, że „za długie” itd. Ja generalnie nie przejmuję się tym co mówią inni, ale uznałem, że skoro mają być temperatury powyżej 30 stopni (dzisiaj było grubo ponad 25), to chyba jednak czas skoczyć do przybytku zwanego 理发店 (lifadian).

Cóż, idziemy więc z D. do fryzjera. W powietrzu pełno latających „kotków”, bo kwitną wierzby. Tego cholerstwa jest tak dużo, że dobrze, że mamy na oknach moskitiery, bo inaczej wszystko lądowałoby w pokoju. Po jakimś czasie docieramy na miejsce.
Wchodzimy, D. jako starszy stażem zaczyna mówić, że chcę się ostrzyc, że mam fotki i w ogóle. „Ok, to najpierw zapraszamy, żeby umyć włosy” – mówi pani zajmująca się wstępną obsługą klienta. Idę, kładę się na fotel jak u dentysty. Oczywiście robiąca to Chinka nie mówi do mnie żadnego słowa: D. mówi po chińsku, więc domyślnie ja na pewno nic nie rozumiem, więc po co strzępić języka. Siadam na fotelu.
Wtedy do D. podchodzi pani i mówi „Proszę teraz wybrać <<mistrza>>”. „Co proszę?!”. Tak, w salonie fryzjerskim w Chinach nie idzie się po prostu do fryzjera. Okazuje się, że można wybrać odpowiednią dla siebie osobę: może to być uczeń, osoba doświadczona czy nawet właśnie mistrz, czy arcymistrz! Oczywiście w zależności od tego, kogo wybierzemy, jest różna cena.
Zawsze mówi się, że azjatyccy fryzjerzy nie za bardzo potrafią obchodzić się z włosami ludzi z Zachodu, bo Azjaci mają inną strukturę włosa. Ale z tego co widziałem, to z niektórymi koreańskimi włosami też sobie nie radzą, bo gdzieniegdzie widać chłopaków, którzy wyglądają jakby po prostu wpadli pod kosiarkę. Wybieram więc mistrza. Nie chcę ucznia, bo boję się, że mi zepsuje fryzurę. Kolejne dwa progi cenowe są do siebie zbliżone, wybieram więc ten droższy, czyli trzeci. Spośród pięciu. 78元 czyli prawie 40 złotych. Na moje to dość drogo, ale dziewczyny uświadomiły mnie później, że wcale nie tak źle.
Okazuje się, że akurat wybrałem sobie właściciela lokalu. Cholera, jeżeli właściciel lokalu jest trzeci, to jak dostać się do tego piątego? Czy to są jacyś importowani fryzjerzy, którzy przychodzą tylko do zapisanych klientów, czy co? Właściciel wyglądał zupełnie inaczej niż młode chłopaczki zajmujące się większością klientek: facet siedział sobie przy stole, popijał jakiś sok (drinka?), na nadgarstku złota bransoleta. Podchodzi do mnie i pyta jak tniemy. Tłumaczę łamaną chińszczyzną, że mam zdjęcie, że pokażę i że tak chcę. Potem jeszcze tylko pyta jak chcę z tyłu, bo tego na zdjęciu nie ma. „Poproszę krótko.”. I się zaczyna.
Ostatecznie, po kilkunastu minutach jestem dość zadowolony z efektu. Dostaję jeszcze polecenie umycia włosów jeszcze raz. Dziewczyna (ta sama, która myła pierwszy raz) już podpatrzyła, że jednak coś po chińsku kumam, sama zaczyna do mnie zagadywać. Do tego, w przeciwieństwie do 20 minut wcześniej: uśmiecha się. Od razu człowiekowi milej. Wychodzę zadowolony.
Tak z grubsza wygląda wizyta u fryzjera w Chinach. Oczywiście po powrocie usłyszałem kilka epitetów od moich kochanych polskich znajomych: wyglądam jak kamień albo kryminalista. Dzisiaj doszedł jeszcze technoviking (popularny mem internetowy sprzed kilku lat). Azjaci (Azjatki głównie) uznali, że lepiej wyglądam, wszyscy robili z tego ogromne wydarzenie i co chwilę słyszałem „Łojezu, gdzie Twoje włosy?!” albo „Wchodzę do klasy i się zastanawiam czy mamy nowego studenta”. Zabawnie. No ale zmiana jest dość duża.
To chyba by było na tyle. Bonusowo dorzucam fotkę, którą zrobiłem dzisiaj w jakimś tam sklepie z pierdółkami. Czapka Aralki z Dr. Slumpa (pewnie większość moich rówieśników pamięta takie anime na RTL7/TVN7). Kupować sobie?
Nietygodnika jutro chyba nie będzie, ale w sobotę albo niedzielę spodziewajcie się relacji z Zakazanego Miasta.

Komentarze

2 komentarze

  1. Megi
    Megi 2014-04-09

    Ciekawe…:) jesteś znów faszystą? :*

  2. Anonimowy
    Anonimowy 2014-04-09

    i od razu mordka wydaje się szczuplejsza :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline