Press "Enter" to skip to content

Powrót na Wielki Mur: 慕田峪长城

Jeśli śledzicie mojego bloga od początku, to pamiętacie zapewne moją pierwszą wyprawę na Wielki Mur, na część Badaling (八达岭), którą opisałem w jednym z kilku pierwszych wpisów. Zapewne pamiętacie też, że podobało mi się. Postanowiłem, że odwiedzę jeszcze przynajmniej jedną część, ale inną niż najbardziej turystyczny Badaling. W połowie lipca w końcu się udało.

Nie wiem jak wiele jest w tym chińskiej propagandy, ale Towarzysz Mao powiedział ponoć kiedyś „不到长城非好汉”, czyli „Ten, kto nie wspiął się na Wielki Mur, nie jest mężczyzną”. Wielu Chińczyków mocno wierzy w te słowa, więc wycieczek na Mur jest od groma. I turystów także. Część, na którą pojechałem z pewnym polskim małżeństwem, a dokładniej Mutianyu (慕田峪) polecana jest w internecie jako ta „mniej oblegana”, a także mająca kilka ciekawych atrakcji: nieodrestaurowaną partię muru, możliwość wjazdu wyciągiem krzesełkowym i zjazd toboganem (specjalnego rodzaju sankami po torze, który przypomina trochę tor bobslejowy) oraz piękne widoki, ale to przecież było z góry wiadome.

Od początku: zebraliśmy się z samego rana przy stacji metra Dongzhimen (东直门). Jechaliśmy we trójkę, ale przed wyjazdem, W. miał jeszcze kilka spraw do załatwienia w banku. My zostaliśmy przy przejściu podziemnym: ja postanowiłem sprawdzić czy sposób znaleziony w internecie nadal jest aktualny.

 

 

Zerknąłem na mapę, żeby spojrzeć, skąd odjeżdża znaleziony przeze mnie autobus, a za moim ramieniem usłyszałem od razu głos jakiegoś Chińczyka. Czego chciał? Jak to czego, zawieźć nas na samo miejsce! I jeszcze poczekać. Proponował chyba 500 czy 600 元 za podróż, dla naszej trójki. Grzecznie odmówiłem. On zaproponował jeszcze raz. „Dojedziecie do Huairou, a tam nie ma już autobusów żeby zabrać was pod sam Mur, zobaczycie, że będziecie mieli problem.” – mówił. Ja dalej swoje, że nie, że dziękujemy i poradzimy sobie. W końcu do niego dotarło, że nas nie naciągnie i z zadziwiającą uprzejmością życzył miłej podróży. Chwilę później wiedziałem skąd jedziemy. Zagadał do nas jeszcze starszy facet obsługujący rykszę. O dziwo, nie oferował podwózki, ale tłumaczył nam dokładnie (po chińsku, ale dodając do tego gesty i pisząc cyfry na wnętrzu dłoni, w razie gdybym nie zrozumiał) jak dojechać i co zrobić żeby było najtaniej. I wcale nie namawiał, żeby jechać z facetem, który nagabywał nas przed chwilą!

Kiedy nasz kompan załatwił swoje sprawy, poszliśmy do środka, na dworzec autobusowy i ustawiliśmy się w kolejce do autobusu nr 916快. Cena bez karty miejskiej: 12元, z kartą nie pamiętam, ale niewiele, bo praktycznie nie odczułem upływu gotówki na tym kawałku plastiku. I tak jest zawsze: jeśli będziecie kiedyś w Pekinie i macie zamiar podróżować komunikacją miejską: kupcie sobie kartę. Często przy jeździe autobusem wychodzi sporo taniej.

 

W autobusie odpaliłem aplikację 百度地图 (Baidu ditu, odpowiednik Map Google; generalnie też polecam wszystkim przylatującym do Państwa Środka) żeby śledzić naszą trasę i nie przegapić żadnego przystanku. Mieliśmy do pokonania kilkadziesiąt kilometrów (chociaż nadal był to zwykły miejski autobus), poza nami, jechało kilka rosyjskojęzycznych osób. I w autobusie znowu, podszedł do nas facet, który powiedział, że jedzie właśnie do domu, ale w miejscu wysiadki ma swój samochód i może zawieźć nas pod bramę muru za 35元 od osoby. W. powiedział mu, że tyle nie da, w celu targowania się. Facet odszedł z kwitkiem. Wracał jeszcze dwa razy, ale za każdym razem cena była ta sama. Postanowił spróbować ostatni raz kiedy wysiadał, ale my nadal byliśmy nieugięci. I zgodził się na te 25元 od osoby. Rosjan miał czwórkę, a miejsc w samochodzie 8. Więc lepiej zabrać nas za mniejszą kasę, niż nie zabrać i wieźć powietrze.

Dojechaliśmy do miejsca, gdzie stał kordon policji nieprzepuszczający samochodów osobowych dalej. Nasz kierowca jednak zastosował jakąś ciekawą strategię, coś im nagadał, do kogoś zadzwonił i… przepuścili nas. Powiedział, że dalsza droga kosztuje kolejne 5元, ale autobus w który byśmy musieli się przesiąść, kosztuje 15元. Zgodziliśmy się i pojechaliśmy, a po kolejnych kilku minutach byliśmy już na miejscu. Facet jeszcze zaprowadził nas pod kasy w celu kupienia biletów, powiedział, że na nas poczeka. Nawet nie chciał pieniędzy od razu, tylko przy powrocie. Tak więc, za drogę w dwie strony (już z powrotem), zapłaciliśmy około 200元, a facet przy metrze proponował 500-600元. I tak często jest w Chinach, nie warto wierzyć kierowcom, którzy mówią, że zawiozą skądś dokądś i że ich środek transportu to JEDYNA opcja.

Cóż, kupiliśmy bilety i już po chwili siedzieliśmy na wyciągu jadąc w stronę szczytu. Pogoda tego dnia była śliczna, chociaż nie grzało jakoś mocno, to było duszno, jak to latem w Pekinie. Na górze postanowiliśmy iść w stronę nieodrestaurowanej części Wielkiego Muru, która oficjalnie jest zamknięta (i na którą wchodzić nie wolno), ale która jest bardzo gorąco polecana na stronach internetowych i chętnie odwiedzana przez turystów. Po drodze na górę, zgubiliśmy gdzieś W., który postanowił zostać niżej, bo nie chciało mu się już z nami wspinać (a ominęły go praktycznie najbardziej strome partie schodów).

I faktycznie, dotarliśmy do miejsca, gdzie wyjście ze strażnicy było zamknięte. Pod okno ktoś naniósł jednak wystarczająco dużo gruzu, żeby można było bez problemu przez nie wyjść. Za oknem jeszcze tylko tablica, informująca o zakazie wchodzenia dalej, z którego nikt sobie nic nie robił. Postanowiłem też spróbować z nową formą blogowania, a mianowicie nagrać film z krótkim komentarzem „na gorąco”. W trakcie jego kręcenia, moja komórka odmówiła posłuszeństwa, co zaowocowało wylądowaniem w serwisie na dwa tygodnie, ale to co udało mi się odzyskać, skleiłem w jeden film i możecie obejrzeć go poniżej:

Nie wiem czy to mój jednorazowy wybryk, ale myślę, że mógłbym kręcić takie materiały częściej (oczywiście lepiej się do tego przygotowując, bo tutaj jest amatorszczyzna i jest tak pocięty, że szkoda gadać), ale jeśli Wam się podoba i chcecie więcej, to dajcie znać!

Wracając do Muru: po obejściu „dzikiej” części, postanowiliśmy popodziwiać jeszcze trochę i kierować się w dół, na przejażdżkę toboganem. Plus, że to całkiem ciekawy sposób na zjechanie z góry na dół. Minus, że ludzi było od groma i nie dało się rozwinąć przyzwoitej prędkości, bo ciągle ktoś z przodu się zatrzymywał. Ale to nic, za mną jechała jakaś matka z małym Chińczykiem, który strasznie się cieszył z przejażdżki. Po chwilki, kiedy zorientował się, że mówię po chińsku, został moim wielkim przyjacielem i aż do samego wyjścia przybijał mi piątki. Strasznie to miłe. Po zjeździe wystarczyło tylko odnaleźć naszego kierowcę, który w samochodzie uciął sobie drzemkę (i gdybyśmy byli złymi ludźmi, po prostu pojechalibyśmy z kimś innym, nie płacąc za kurs do Muru).

Potem wystarczyło już tylko wsiąść w autobus powrotny i jechać do Pekinu. Czy mi się podobało? Było świetnie, koszt na jedną osobę wyniósł trochę ponad 200元. Myślę, że raz na jakiś czas można sobie pozwolić, a wrażenia były fantastyczne i Wielki Mur do teraz pozostaje moją ulubioną atrakcją turystyczną w okolicach Pekinu. I mam nadzieję zwiedzić kolejne części.

Tymczasem się z Wami żegnam: jutro w moim rodzinnym mieście, Mławie, organizowana jest inscenizacja nalotu bombowego (z okresu II Wojny Światowej), a w sobotę, na przedpolach Mławy, w Uniszkach Zawadzkich, inscenizacja Bitwy pod Mławą. Jeżeli nigdy o tych imprezach nie słyszeliście: zachęcam do przyjazdu, bo robią wrażenie! A w poniedziałek egzamin, więc też nie będę miał czasu przysiąść w weekend, ale postaram się jeszcze przed wylotem do Chin coś napisać!

Komentarze

3 komentarze

  1. Martyna
    Martyna 2014-09-14

    Film świetny, chcemy więcej! :D Ja wkrótce odwiedzam Chiny i już wiem, którą część muru chcę zobaczyć. Powiedz mi, czy jakby się tam wybrać np z plecakiem, to można zostać na noc? W sensie, że nie ma żadnych kontroli?
    Choć trafiłam przypadkiem, to już zostałam i dziękuję za ciekawe wpisy!
    Pozdrawiam!

    • Ke Wei
      Ke Wei 2014-09-17

      Hej! Szczerze mówiąc, to nie wiem jak to wygląda wieczorem, ale jeśli nieodrestaurowana część oficjalnie jest zamknięta, to logika podpowiadałaby, że żadni strażnicy nie mają obowiązku tam sprawdzać, a już na pewno nie w dalszej części tego kawałka… No, ale to są Chiny. Możesz spróbować przenocować, aczkolwiek mówię, nie mam pojęcia jak to wygląda.

      Bardzo mi miło, że wpadają tu ludzie, których totalnie nie znam i wpadli na bloga "przypadkiem" :) Niebawem obiecuję wznowienie wpisów. Pozdrawiam!

  2. […] w Polsce mamy świerszcze. Ale to jednak nie to samo. Zazwyczaj nie można ich zobaczyć, ale na Wielkim Murze kiedyś mi się udało: spadła z drzewa, a jakaś babcia pokazywała wnuczętom jak to fajnie jest […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline