Press "Enter" to skip to content

Święto Środka Jesieni

Chińczycy korzystają ze starego, dobrego kalendarza gregoriańskiego, jak my w Europie i jak ludzie prawie na całym świecie. Wiadomo, dużo łatwiej dogadać się, kiedy obowiązuje jakiś standard. Nie ograniczają się oni jednak do jednego miernika czasu, mając też swój: nazywany kalendarzem księżycowym, ew. 农历 (nongli), czyli kalendarzem rolniczym. Nie ma w nim nazw miesięcy ani dni (których w każdym miesiącu po 29 albo 30). Po co im więc taki wynalazek?

Otóż tradycyjne święta chińskie obchodzone są zgodnie z kalendarzem księżycowym, a te państwowe, świeckie, zgodnie z gregoriańskim. W ten sposób, święto Proklamacji ChRL obchodzone jest zawsze 1. października (według „naszego” kalendarza), a Chiński Nowy Rok jest datą ruchomą (bo jego data oparta jest o kalendarz chiński). Nowy rok przypada więc na pierwszy dzień pierwszego miesiąca kalendarza księżycowego.

Wynikają z tego dość zabawne nieporozumienia. Wyświetliło mi się kiedyś powiadomienie na Facebooku, że moja dobra koleżanka ma urodziny. Złożyłem jej więc życzenia. Jakież było moje zdziwienie, kiedy powiedziała mi, że „ej, dziękuję, ale tak naprawdę to nie mam dzisiaj urodzin, bo obchodzę je zgodnie z kalendarzem księżycowym”. No cóż, co kraj to obyczaj, a skoro mają wybór, to… czemu nie? Co do datowych dziwnostek, to Koreańczycy w chwili urodzenia mają już rok. Tak po prostu liczą. Kiedy spytacie więc Koreańczyka ile ma lat, nie dziwcie się, że musi chwilę pomyśleć, by Wam odpowiedzieć.

dsc03060No dobrze, ale po co ja o tym wszystkim piszę? Ano, przedwczoraj było jedno ze świąt obchodzonych według kalendarza księżycowego: Święto Środka Jesieni. Jedno z najważniejszych, według mieszkańców Państwa Środka. Jak jest obchodzone? Warto tutaj przytoczyć pewną legendę.

Otóż dawno, dawno temu, żył sobie wspaniały łucznik Hou Yi. Pewnego razu na niebie wzeszło dziesięć słońc, co groziło zagładą całej ludzkości przez ogromne susze i upały. Hou Yi zestrzelił dziewięć z dziesięciu słońc za pomocą swojego łuku, a na niebie zostało tylko jedno: to, które znamy. W nagrodę, nasz dzielny łucznik i wybawca ludzi, otrzymał eliksir nieśmiertelności. Nie wypił on go jednak, gdyż nie chciał musieć patrzeć, jak jego piękna żona, Chang’e umiera ze starości. Ukrył on specyfik w swoim domu i wyruszył na łowy. W tym czasie, do posiadłości wkradł się Fengmeng, uczeń Hou Yi zazdrosny o umiejętności swojego mistrza. Chciał zmusić on Chang’e do oddania mu eliksiru. Ta, by bronić skarbu swojego męża, spożyła go sama. Skutkiem ubocznym wypicia eliksiru było to, że kobieta zaczęła wznosić się wyżej i wyżej, aż dotarła do księżyca, gdzie zamieszkała. Hou Yi, nie mogąc zapomnieć o żonie, wystawiał przed dom ciastka swojej ukochanej, a ludzie przyjęli ten zwyczaj i czczą Chang’e jako boginię księżyca.

Z legendą wiąże się większość sposobów obchodzenia święta: podczas niego każdy objada się ciastkami księżycowymi, wpatruje się w księżyc, a także tęskni za rodziną. Ponoć piętnastego dnia ósmego miesiąca księżyc na niebie jest największy, a więc szansa dostrzeżenia Chang’e jest ogromna.

76429584519965942

Obchody święta zagoniły nas do parku Jingshan, gdzie jedna z moich nauczycielek, wraz z innymi Chińczykami ściągnęła koło dwudziestu osób z zagranicy (Polacy w liczbie dziesięciu osób, sporo Indonezyjek, kilka Tajek, a nawet jedna Ormianka, a także filipiński fotoreporter z Europejskiej Agencji Prasowej). Opowiedziano nam historię Chang’e, powiedziano, jak święta obchodzą Chińczycy. Zagraliśmy też w tradycyjne ponoć zgadywanki. No i opychaliśmy się przepysznymi ciastkami księżycowymi (to moje było akurat lekko kokosowe). I choć zebraliśmy się o dziesiątej rano i o księżycu można było zapomnieć, smog i upał dawały się we znaki, to naprawdę miło spędziliśmy czas.

850940612956629003

Kolejnym punktem wycieczki, jako że byłem trochę przewodnikiem, był niezastąpiony Wangfujing, gdzie kiedyś jadłem skorpiony i jaszczurkę (a dziewczyny też koniecznie chciały spróbować czegoś takiego) i wielka księgarnia. Kurczaki, komiksy w Chinach są takie tanie! Znalazłem pięknie wydaną Śmierć Rodziny z Batmanem za 88 yuanów (czyli, bagatela, niecałe 50 zł. Cena okładkowa w Polsce to 75 zł). Chyba zacznę w końcu kolekcjonować komiksy. Szkoda, że niewiele tych niemainstreamowych tutaj wychodzi.

W autobusie powrotnym ledwo już mogłem usiedzieć, przysypiałem. Ale to nic, ważne, że było sympatycznie. Wieczorkiem jeszcze jakiś spacer i piwko na naszej ulubionej Słodkiej Uliczce i spać.

Co do ciastek księżycowych: najdziwniejsze, jakie jadłem to takie, które ważyło DWA KILOGRAMY (zazwyczaj są malutkie, na kilka kęsów). O, to macie krótki „unboxing” i degustację:

Koniecznie dajcie znać gdzieś w komentarzu (obojętnie czy na Facebooku, czy na Youtube, czy tutaj), czy chcecie oglądać więcej takich filmów! Od dłuższego czasu myślę z wejściem na Youtube, ale do tego chyba jeszcze długa droga ;) Do usłyszenia!

Dziękuję Natalii za udostępnienie zdjęć!

Komentarze

One Comment

  1. gosiamiz
    gosiamiz 2016-09-22

    youtube byłby super :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline