Press "Enter" to skip to content

W jednym pokoju z Wenezuelczykiem

Czasami jest tak, że w moim życiu totalnie nic się nie
dzieje, ale wokół jest zabawniej. Nie wiem czy pisałem, ale w tym semestrze
moim współlokatorem nie jest już Arek. Już pod koniec poprzedniego semestru
uznaliśmy, że całkiem fajnie byłoby ogarnąć jakiegoś obcokrajowca, żeby chociaż
po angielsku gadać (w najlepszym wypadku po chińsku). Jako, że można sobie
wybrać współlokatora, miałem niezłą zagwozdkę: „kogo?”. Bo w sumie to nikogo
nie znałem na tyle, żeby chcieć z nim mieszkać.

No i w ostatnim tygodniu naszego pobytu tutaj przed
wakacjami napatoczył mi się on. Chłopak z Wenezueli. Znałem go wcześniej,
bo mieszkał z innym gościem z tegoż kraju, z którym od czasu do czasu miałem
kontakt, czy po prostu lądowaliśmy na tych samych imprezach. No i już
wtedy mówił, że Jorge (jego ówczesny współlokator) wynosi się na inną uczelnię
i potrzebuje nowego współlokatora. Czyli mnie. Bo ja przecież jestem pilnym
studentem, nie opuszczam zajęć, wcześnie wstaję, a on będzie miał wyrzuty
sumienia jak nie będzie chodził. Uznałem, że może to i nieźle? Pogadamy po hiszpańsku,
więc dla mnie też plus, bo przydałoby mi się trochę poćwiczyć.

Przyszedł nowy semestr, jak ustaliliśmy, tak się stało. Jak
jest? Tylko śpi, a jak nie śpi, to go nie ma, bo siedzi u Rosjan. Albo
podkrada mi kurtkę. Ostatnio nie miał w czym chodzić, więc kradł mi moje
odzienie i tak się rozhulał, że starał się mnie poirytować mówiąc „Zobacz jaką
mam fajną skórę, pożyczę Ci jak będziesz chciał”. Do tego nie może żyć bez
klimatyzacji. Ja rozumiem, w pokoju jest gorąco, więc można włączyć. Na jakieś
22 stopnie. Ale on zawsze ustawia 16 i klima działa bez przerwy, bo do takiej
temperatury nigdy nie schłodzi, a ja się trzęsę. Po jakimś czasie zacząłem
zabierać mu po prostu pilot i ukrywać na czas snu. A jak zapomniałem, to w nocy
wstawałem i wyłączałem z prądu. Kto to słyszał: bywało, że na dworze 25, a ja
śpię w bluzie i dresach.

 A ostatnio dość
często ma problemy z innymi ludźmi. Nie, żeby ze mną, czy coś, bo już dawno
byśmy ze sobą nie mieszkali. Słuchanie muzyki czy nie spanie po nocach (idzie
spać o 6 rano!) też jestem mu w stanie jakoś wybaczyć, bo nie zdarza się
nagminnie. Ale są inni ludzie, którym widocznie jednak coś w nim przeszkadza.
Pewnie jego zachowanie, bo zawsze tylko słychać „Ci pieprzeni Chińczycy!” czy „Stary,
jak ja tego nienawidzę!”.
Raz, po wyjściu do klubu, wrócił jakoś o trzeciej. Nic bym
nawet nie usłyszał, ale wszedł rzucając (a raczej krzycząc) fuckami na prawo i
lewo. Okazało się, że ktoś spuścił mu niezły łomot: twarz obita, żebra obite,
na ramieniu odcisk czyjejś podeszwy… Podobno zadarł z jakimś chińskim mafioso,
ale ostatecznie obiła go jakaś dziewczyna. Ochroniarze go trzymali, ogromny
Chińczyk podobno dostał od niego w twarz, a potem znów go dopadli… No i laska
go pobiła. Nieprawdopodobne? Przez tydzień ledwo chodził.
Dzisiaj od rana go nie było, miał jechać do ambasady. Po
zajęciach wracam, leży na łóżku. Szczęśliwym tonem mówi „Właśnie wróciłem z
policji. Jakiś typ nasmarkał mi na ramię i dostał w mordę. Wypluł trzy zęby,
zabrali mnie w kajdankach. Ale się rzucał, więc policja była po mojej stronie,
dobrze pogadałem z policjantem i się JAKOŚ dogadaliśmy. I wróciłem.”. Cóż,
takie życie „nabuzowanego testosteronem Latynosa”, jak to ktoś już o nim
powiedział. A to dopiero miesiąc i dwa tygodnie w jednym pokoju…
Ale się rozpisałem. Chyba zacznę te nasze przygody
faktycznie spisywać, bo jest o czym pisać. Z innych informacji. Zdecydowałem
się jechać do Pingyao, czyli tego miasta, gdzie pewna część jest jak żywcem
wyjęta z filmów o antycznych Chinach. Oczekujcie zdjęć i w ogóle, jakoś w
połowie listopada. 
Druga sprawa, dużo mniej przyjemna: dostaliśmy praktycznie
przed chwilą wiadomość od uczelni w Polsce, że nie będziemy mogli zostać na
kolejny semestr. Co to to nie, nie poddamy się bez walki, prawda?!

Na koniec dwa humorystyczne zdjęcia: Napój alkoholowy, w
której nazwa nie zgadza się raczej z obrazkiem i… Wino o smaku CEBULI.
Czerwonej, ale nadal CEBULI. Nie, nie piłem, ale chyba kiedyś się odważę i
pokażę Wam, jakim „Cebulakiem” jestem!

Komentarze

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline