Press "Enter" to skip to content

Wiosenne Zawody Sportowe na CYU

Witajcie w ten piękny (mam też nadzieję, że nie dla wszystkich mokry) Poniedziałek Wielkanocny! Od razu mówię: nie będzie notki o chińskich zwyczajach wielkanocnych, bo te tutaj raczej nie istnieją, chyba, że pójdzie się do kościoła. Niestety, na polską mszę w ambasadzie zaspałem, a nie wiedziałem, że gdziekolwiek indziej też są odprawiane. Cóż, co zrobić. Za to uczyłem się wczoraj pół dnia, bo w tym tygodniu mam 3 egzaminy (połowo-semestralne? Nie wiem jak to nazwać).

Dzisiaj napiszę o piątkowym wydarzeniu: uczelnianych igrzyskach sportowych. Przepraszam Was, że dopiero dzisiaj, ale nie miałem zdjęć (w dzisiejszej notce tylko część jest moja, część zrobiona przez jednego z nauczycieli, część ze strony news.cyu.edu.cn, czyli strony naszego uniwersytetu).
Edukacja sportowa wydaje się być w Chinach na dość wysokim poziomie: studenci normalnie uczęszczają na lekcje wuefu, często organizowane są jakieś zawody, na boiskach i bieżniach należących do uczelni zawsze jest pełno ludzi. I tak w piątek, 18. Kwietnia zorganizowano Wiosenne Zawody Sportowe.
Część z nas (większość Polaków, masa innych narodowości) została poproszona o zwleczenie się z rana o niewyobrażalnej porze, bo o 7 mieliśmy być już zebrani pod akademikiem, żeby wziąć udział w ceremonii rozpoczęcia. Siódma rano to, dla wielu z nas jeszcze noc: zajęcia zaczynamy o 8.50! No, ale skoro nas oddelegowali jako reprezentację, to nie można się nie zgodzić, prawda? Dzień wcześniej dostałem jeszcze flagę, więc zostałem „chorążym”: moim zdaniem było machanie flagą w pochodzie, a potem stanie wraz z resztą „pocztów” podczas wręczania nagród.
Cóż, o siódmej pięknie się zebraliśmy, poszliśmy na uniwersytecki stadion (boisko?). Nigdy wcześniej tam nie byłem, jako że sportem się nie zajmuję. Ale faktycznie, jest całkiem przyjemnie: są bieżnie, jest boisko do kosza, piłki nożnej, nawet kort. Ustawiliśmy się na bieżni  na prawie samym końcu pochodu i grzecznie czekaliśmy na wezwanie. W międzyczasie nastrzelaliśmy sobie masę zdjęć, z czego pewnie część zobaczycie tutaj. I ruszyliśmy: pochód trwał dosłownie chwilkę, bo trzeba było po prostu przejść w pobliże budynku, wykrzyknąć „我爱中青,我爱运动!” co znaczy mniej więcej „Kocham moją uczelnię [中青 to skrót od 中国青年政治学校], kocham sport!”, a potem ustawiliśmy się wraz z resztą, posłuchaliśmy przemówień, Chińczycy odśpiewali swój hymn. Nie mogło zabraknąć też reprezentacji wojska i flagi państwowej.
Na koniec, po oficjalnych kwestiach, uraczono nas dwoma tańcami: najpierw zatańczyły ubrane na czerwono-czarno seniorki, następnie zespół koło 200 cheerleaderek. Z tego co potem z jedną rozmawiałem, nie poszło im za dobrze: mi się nawet podobało, przecież nie ma nic lepszego niż patrzenie na tańczące dziewczyny, jeśli robią to dobrze, nie?
Po wszystkim pozwolono nam się rozejść: można było iść na zajęcia (otwarcie skończyło się koło 8.30, więc była jeszcze chwila na ogarnięcie się), ale uznałem, że odpocznę chwilę i pójdę dopiero na drugą połowę pierwszej lekcji (tak jak kiedyś pisałem, po 45 minutach jest przerwa). Po zajęciach mieliśmy znowu chwilę odpoczynku i o 15.30 zebraliśmy się znowu, na ceremonii zamknięcia. Zanim wszystko się rozpoczęło, wszyscy porobili sobie zdjęcia z moim rekwizytem i w ogóle. Po rozpoczęciu, znowu wyciągnięto mnie z szeregu i postawiono wraz z innymi sztandarowymi podczas wręczania nagród. Jedynym zadaniem było wymachiwanie, kiedy już wszystkich obdarowano.
Generalnie bardzo pozytywnie: wszyscy, z tego co widziałem, dobrze się bawili i generalnie atmosfera była przyjazna. Nas, jako „studentów zagranicznych” w końcu nie traktowano jak jakichś odludków, bo nasi ludzie też brali udział w zawodach. A że w reprezentacji podczas otwarcia poszli Polacy? Cóż, blond włosy serio są czymś niespotykanym. Mnie to odpowiada. A, taka ciekawostka, jeśli ktoś interesuje się nowinkami technicznymi: całą ceremonię otwarcia filmował latający dron. Pierwszy raz w życiu widziałem coś takiego, ale chętnie bym sobie takiego kupił. Wiem, duży dzieciak ze mnie.
Teraz kończę. Mam trochę na głowie i muszę się streszczać, a nie chcę też zostawiać Was i przy Świętach nie napisać. Powinienem był to zrobić już w piątek albo sobotę.
Wesołych Świąt i mokrego (dzisiejszego) Dyngusa Wam życzę!
P.S. Od jakiegoś czasu mam zaimplementowany guzik „lajkowania” wpisów na blogu: przy tytule notki jest guzik, który po naciśnięciu wyświetla na Waszym Facebooku, że polubiliście moją notkę. Jeśli Wam się podoba: śmiało klikajcie, raczej tablicy znajomym tym nie zawalicie, a do mnie będzie mogło dotrzeć więcej ludzi. Do usłyszenia!

Komentarze

2 komentarze

  1. Danuta Gastołek
    Danuta Gastołek 2014-04-27

    Dawidzie, Twój blog to worek informacji o Chinach :)
    A drona widziałam już kilka razy, filmującego rekonstrukcje, w których brała udział nasza GRHLC Mława. Zapraszam Wszystkich na naszą stronę na facebooku. Będziemy wdzięczni za jej polubienie: GRHLC Mława !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Inline